Morska ochrona statków - robota dla komandosa

Radosław  Tyślewicz  /  SPECIAL OPS 2/2021  /  30-04-2021
Morska ochrona statków. Robota dla komandosa.
Morska ochrona statków. Robota dla komandosa. | Fot. Tactical Risk Group
Zobacz także:

Maritime Security Operative - morska ochrona statków handlowych to robota dla szeregowych, exoperatorów i weteranów z Iraku i Afganistanu.

O swojej drodze do tego zawodu oraz o rynku pracy, przygodach i pracy opowiada Piotr Makała - były żołnierz elitarnej jednostki nr 4101 oraz Team Leader zespołu ochronnego na Oceanie Indyjskim.

(R) Redakcja: Radosław Tyślewicz

(G) Gość: Piotr Makała

R: Zanim zaczniemy o pracy w ochronie na morzu, powiedz nam coś o sobie. Masz rodowód związany z Lublińcem?

G: Tak, swoją karierę rozpocząłem od służby wojskowej w 1 Pułku Specjalnym w Lubińcu w 1994 roku. Z tym jak tam trafiłem też wiąże się pewna historia, ponieważ szkołę ukończyłem w USA, to w Polsce nie widniałem na ewidencji poborowych. W związku z tym w przeciwieństwie do powszechnej w tamtych czasach praktyki unikania obowiązkowej służby wojskowej, ja musiałem się nabiegać i interweniować w Wojewódzkim Sztabie Wojskowym we Wrocławiu aby mnie do armii wcielili. Pamiętam, że mocno się wtedy we Wrocławiu pan pułkownik zdziwił, a po jego interwencji już bezpośrednio skierowano mnie tam gdzie chciałem, czyli do komandosów w Lublińcu. Tak naprawdę wtedy myślałem, że to będzie trampolina do jednostki w Bolesławcu.

R: Czyli nie dość, że ochotnik, to jeszcze z dużym samozaparciem. To nie były chyba czasy kiedy wojsko preferowało osoby ze znajomością języka angielskiego. Dlaczego chciałeś być komandosem?

G: To chyba fascynacja z dzieciństwa. Tam, gdzie mieszkałem jako dzieciak, niedaleko stacjonowali Rosjanie i było lotnisko. Często odbywały się skoki spadochronowe, którym się przyglądałem i sam sobie obiecałem, że też tak kiedyś będę skakał. Po powrocie z USA skończyłem szkołę średnią i dalej chciałem dostać się do wojska, aby skakać na spadochronie.

R: To co było dalej, z Lublińca przerzuciłeś się na ochronę statków?

G: To nie było tak. Zdobyłem w 1PSK tzw. „gapę” oznakę wojsk powietrzno-desantowych za skoki spadochronowe. Miałem też dobre wyniki w strzelaniu. Jujitsu trenowałem od młodych lat (ostatecznie brązowy pas 3kyu) trochę zabrakło do 1 dana i chciałem dołączyć do działającej w jednostce grupy pokazowej, ale kolega z oddziału pochodzący z Sopotu namawiał mnie na dołączenie do kompanii specjalnej płetwonurków minerów. I tak po wstępnym egzaminie wylądowałem na dwa miesiące w Ośrodku Szkolenia Nurków i Płetwonurków Wojska Polskiego w Gdyni. „Płetwy” w Lublińcu zawsze miały poważanie i swój status. Od tego momentu morze i nurkowanie zaczęło mnie wciągać i tak już zostało.

Chcesz pracować na statku? Sprawdź jak się przygotować >>

Ochrona statków

R: To znaczy?

G: Finałem tego jest nasze Centrum Nurkowe w Gdyni UNIQUE – DIVERS.

R. Powiedz coś o samej służbie w 4101.

G: Jeżeli chodzi o służbę w tak elitarnej jednostce jaką była służba w 4101 to mogę powiedzieć tyle, że mało się spało i mało się jadło. Kto był ten wie, że służba w takich jednostkach nie należy do łatwych. Pot i krew wylane podczas intensywnych szkoleń w Lublińskim Czarnym Lesie przynosiły efekty. Byliśmy naprawdę sprawnymi fizycznie chłopakami, którzy sprawili sobie taki los na własne żądanie. Poznaliśmy, co znaczy służba w tej elitarnej jednostce.

Oczywiście gdy porównasz wyposażenie i uzbrojenie żołnierza jednostek specjalnych z tego okresu np: Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, blado wypadliśmy pod względem sprzętu czy wyposażenia, braki nadrabialiśmy samozaparciem i chęcią bycia najlepszymi. Jednak częste przypominanie przez oficerów, że mamy być najlepsi z najlepszych ukształtowało nas, a przynajmniej mnie, i tym mottem staram się kierować w życiu. Albo robię coś na maxa lub wcale.

R: Opowiedz coś o szkoleniu nurkowym w Ośrodku Szkolenia Nurków i Płetwonurków Wojska Polskiego w Gdyni.

G: Widzę że ciągniesz za język… Szkolenie było intensywne. Na początku nie wiedzieliśmy co nas czeka i w jaki sposób będą wyglądały zajęcia.

R: Widzę, że się uśmiechasz.

G: Tak! Bardzo miło wspominam te dwa miesiące szkolenia. Nie było łatwo, kadra dopilnowała byśmy nie zapomnieli na długi czas ćwiczeń wykonywanych w basenach Marynarki Wojennej tzw. SPLUWACZKACH.

R: Wyjaśnisz?

G: Oczywiście. „Spluwaczki”, czyli specjalistyczne baseny zbudowane jeszcze z myślą o załogach U-Bootów. Dzięki nim zespoły płetwonurków mogły ćwiczyć ewakuację z okrętu podwodnego zarówno przy użyciu tzw. poduszki powietrznej, jak i przez wyrzutnię torpedową. Szkolenie płetwonurków na tamte czasy było naprawdę na wysokim poziomie, przynajmniej te szkolenia dla nas, chłopaków z JW 4101. Każdy z nas był tak wyszkolony, by móc zejść na 8 metrów bez sprzętu, odnaleźć go na dnie, założyć i dalej prowadzić zadanie. Oczywiście instruktorzy z ośrodka szkolenia, którzy byli przydzieleni do zajęć, robili wszystko by utrudnić nam zadanie. Różnica polegała na tym, że oni byli w pełnym wyposażeniu „płetwali”, a my musieliśmy zrobić wszystko, by ten sprzęt odnaleźć i założyć pod wodą. To tak w skrócie.

Ochrona statków

R: Potem zamieniłeś Lubliniec na morze? 

G: Nie, jeszcze nie. Po zakończeniu bycia komandosem wyjechałem do Wielkiej Brytanii gdzie przeszedłem wszystkie możliwe poziomy szkolenia oraz pracy w obszarze ochrony fizycznej i mienia. Polska była już w NATO oraz w UE. Byłem pierwszym Polakiem zatrudnionym w ochronie na legendarnym stadionie Wembley. Najpierw jako tzw. runner, wiesz taki gość pilnujący murawy w rejonie narożnika boiska. Na każdym meczu było nas czterech, w garniturach i korkach na nogach. Zadanie polegało na ściganiu tych kibiców, którzy chcieli wbiec na boisko i przerwać mecz.

Potem zdobyłem angielską licencję SIA (Security Industry Authority). Licencję na ochronę VIPów i zostałem przydzielony do ochrony ważnych osobistości, które gościły w loży honorowej na Stadionie. To był niesamowity okres. Na Wembley dużo się działo, nie tylko mecze, ale i wydarzenia charytatywne, zamknięte imprezy ważne osobistości itp. Byłem członkiem bliskiej ochrony podczas wizyty samej Królowej Wielkiej Brytanii, księcia Wiliama oraz takich gwiazd jak: Rhianna, George Michael czy David Beckham, który często gościł w swoim apartamencie na Wembley. Do dziś pamiętam jak rozmawiałem z Davidem kiedy odprowadzaliśmy go z kolegą, również z Polski, do jego apartamentu.

R; Jak wrażenia?

G: W porządku, normalny facet. Znany piłkarz, tylko strasznie bogaty.

R: Opowiedz, jak było w kuchni pewnej prywatnej rezydencji.

G: Widzę że się przygotowałeś. Uciąłem sobie pogadankę w kuchni z bratem Micka Jaggera (Chrisem) podczas prywatnej imprezy urodzinowej młodej damy, gdzie głównym honorowym gościem była Królowa Anglii Elżbieta II.

R: Myślałeś nad wydaniem książki? Bo to co opowiadasz jest naprawdę interesujące.

G: Nigdy nie zastanawiałem się nad tym!!! Kiedy ktoś czasami pyta czy to prawda odpowiadam, że to było dawno temu i gazety kłamią. Oczywiście, że to się wydarzyło, nie tylko ja tam byłem, ale i moi koledzy po fachu z Polski, czy osoby z innych państw pracujący ze mną.

G: Było naprawdę dużo sytuacji, gdzie odpowiadaliśmy za bezpieczeństwo znanych osób. Praca na Wembley nie tylko polegała na ochronie VIPów. Ostatnim „moim stanowiskiem” była funkcja Supervisor’a. Miałem pod sobą cały zespół ludzi w gotowości podczas dużych meczy obarczonych ryzykiem. Kiedy dochodziło do zadymy my „czyściliśmy” trybuny idąc od dołu, z poziomu murawy, aż spotkaliśmy się z drugą grupą, która szła od góry i wyprowadzaliśmy agresywnych kibiców. Do tego zadania z reguły były przydzielone polskie teamy, w których byli również Anglicy. Czasami wystarczała nasza obecność na trybunach, a czasami było nieciekawie i ciężko. Nikt nie narzekał, bo każdy wiedział na co się pisze.

R: Brzmi jak temat nie na książkę, a na film! Co było dalej?

G: Nastał rok 2010. Ja wróciłem do Polski, gdzie poznałem Andrzeja Bryla, założyciela European Security Academy (ESA), dawne Centrum Szkolenia Specjalnego (pierwszego w Europie założonego w 1992 r. ośrodka szkolenia dla służb mundurowych i cywilnych agencji ochrony). Przeszedłem tam wszystkie dostępne szkolenia i zostałem szkoleniowcem. To tam rozpoczęła się moja przygoda z Maritime Security, czyli ochroną statków handlowych. Dowiedz się więcej >>

Ochrona statków

R: ESA złapała kontrakt w niespokojnych czasach? Na początku drugiej dekady XXI wieku był to szczyt ataków pirackich i wielkie zapotrzebowanie na „chłopaków” z Polski.

G: Do firmy przyjechała wyspecjalizowana w ochronie statków firma z Izraela. Szukali ludzi z przeszkoleniem specjalnym w wojsku i policji, najlepiej po misjach i ze znajomością języka angielskiego. Panował ogromny deficyt ludzi do pracy w tym obszarze. Przeszedłem kwalifikację i tak się zaczęło. Był rok 2013.

R: Byłeś na misji?

G: Niestety nie. W tych czasach, w których służyłem, nieliczni mieli okazję wyjazdu na misję.

R: Co zdecydowało o tym, że zostałeś zakwalifikowany?

G: Służba w JW 4101 oraz język angielski! Kluczowa była wtedy znajomość języka angielskiego i świadectwo ze szkoły podstawowej w USA. Miałem też bogate doświadczenie i umiejętności wyniesione z jednostki oraz szkoleń specjalistycznych z USA, Izraela, Rosji.

R: Z Rosji?

G: Tak, nie przesłyszało Ci się. Tak, miałem możliwość bycia na szkoleniu w znanym ośrodku szkoleniowym specnazu „specjalnoje naznaczenije”, co znaczy „specjalne przeznaczenie” Witiaź.

R: Opowiesz coś więcej o „Witiaź?

G: Byłem i już.

R: Po jakim czasie zostałeś dowódcą uzbrojonej grupy statkowej tzw. Team Leaderem?

G: TL zostałem po ośmiu miesiącach. To wtedy zacząłem pracować po swojemu na moich zasadach.

R: To znaczy?

G: Nabyłem sporo doświadczenia jako członek zespołu ochronnego i wiedziałem co trzeba robić, aby otrzymywać dobre wyniki i pochwały od Kapitanów. Każdy zespół był oceniany i punktowany przez Kapitanów statków, na których odpowiadaliśmy za bezpieczeństwo i ochronę. Dziś jest zresztą podobnie, tylko poprawiła się nieco znajomość języka angielskiego w Polsce i innych krajach regionu.

R: Jak wygląda praca w uzbrojonej ochronie statków na morzach i oceanach? Rutynowy dzień, okresy kontraktów, no i oczywiście kasa?

G: Zacznę od tego, że to robota dla osób zdyscyplinowanych, ale i w odpowiednim stopniu elastycznych. Z jednej strony wykonujesz pracę będącą połączeniem wartownika na posterunku, pełniąc swoje 3 lub 4 godzinne wachty podczas rejsu statku handlowego przez akweny morskie, zagrożone atakami pirackimi oraz strzelca, członka zespołu szybkiego reagowania w przypadku, gdy dochodzi do ataku. Trzeba zadbać o swój profesjonalizm, poczynając od wyglądu, po punktualność i sumienność. Statki zostają czasem na morzu dłużej z różnych przyczyn, dlatego trzeba być gotowym również na częste zmiany terminów wejścia na statek lub zejścia na ląd.

W moim przypadku, a pracowałem tak non stop przez 5 lat, obsługiwaliśmy głównie rejsy na trasie Sri Lanka – Egipt lub Południowa Afryka. Dużo podróżowałem samolotami, poznałem chyba wszystkie porty na tych trasach. Zawsze jest czas na odpoczynek na lądzie, zwiedzanie ciekawych miejsc, do którym nigdy nie dotarłbym prywatnie. Madagaskar, Port Said, gdzie rozgrywała się akcja w Pustyni i w Puszczy, Piramidy egipskie, plaże na Sri Lance, Oman, Jemen.

Do tego dochodzi element pracy z ludźmi. Do momentu spotkania na lotnisku nie wiesz z kim spędzisz kolejne 2-3 miesiące kontraktu. Wszyscy są po wojsku, niektóre firmy wymagają, aby ludzie byli po misjach bojowych w Iraku czy Afganistanie – to zawsze są ciekawe ludzkie losy i charaktery. Kasa jest na poziomie 2,5 tyś. USD/m-c dla członka zespołu i ok 3 tyś. dla team leadera. Jak jesteś dobry i masz misyjne doświadczenie, nie tylko z wojsk specjalnych, ale jako zwykły żołnierz, to u bardziej wymagających armatorów jak Shell można dostać o około 500 USD więcej na każdym stanowisku. Dopytaj o szczegóły >>

R: To jaki jest tak naprawdę poziom ryzyka w tej pracy? Często dochodzi do wymiany ognia z piratami? A może są jeszcze inne zagrożenia?

G: Zawsze powtarzam, że piraci są groźni, ale to też ludzie i nie podejmują działań, w których mogliby ponieść śmierć. Na statku uzbrojona ochrona ma do dyspozycji cały arsenał broni długiej, a członkowie grup są szkoleni w prowadzeniu ognia na dystansach 300, 200 i 100 metrów, przynajmniej w naszej firmie. Najczęściej stosowane jednostki broni to tradycyjnie AK i jego różne modyfikacje, FN FAL (również w wersji L1 A1 SLR), STEYR Scout, SWD i jego chińska wersja NDM 86 Dragunov oraz Saiga.

Generalnie zespoły ochrony nie posiadają broni krótkiej. Wyjątkiem są firmy niemieckie, które swoich pracowników w taką broń wyposażają. W mojej całej karierze morskiego operatora marsec miałem jeden przypadek ataku pirackiego, za to od razu było to dość ekstremalne zdarzenie, bo zaatakowało nas 10 szybkich łodzi motorowych tzw. skiff-y – podobnych do tych z filmu o kapitanie Philipsie.

Ochrona statków

R: Pamiętasz gdzie doszło do Ataku?

G: Oczywiście, takich rzeczy się nie zapomina. Do ataku doszło przy Bab al-Mandab dosł. „Brama Łez”, („Wrota łez”) – cieśnina pomiędzy Afryką a Półwyspem Arabskim należącym do Azji, łącząca Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim (Zatoka Adeńska). Jest to ważny punkt żeglugowy na trasie Europa – Daleki Wschód, zwłaszcza od czasu otwarcia Kanału Sueskiego. Nazwa cieśniny związana jest z niebezpieczeństwami, na jakie natrafiały przepływające tędy statki. Natomiast według legendy arabskiej nazwa ta odnosi się do wielkiej liczby osób, które utonęły w czasie trzęsienia ziemi, które doprowadziło do oddzielenia Afryki od Azji. Pamiętam, że tak na szybko naliczyliśmy na nich 80 uzbrojonych ludzi.

Byłem wtedy już Team Leaderem zespołu, awans dostałem po ośmiu miesiącach pracy. Akurat była moja wachta. Wyciągnęliśmy wtedy cały nasz arsenał. Koledzy po akcji powiedzieli mi, że od ogłoszenia alarmu, kiedy każdy członek zespołu ma maksymalnie 2 minuty na to, aby się ubrać w oporządzenie, wyjąć ze skrzyń broń, wbiec na mostek, a potem na skrzydła statku, po schodach pokonując 30 m wysokości klatki schodowej i zająć swoje stanowisko ogniowe, zdążyłem 10 razy krzyknąć przez radio „Gdzie k---a jesteście!”. To nie jest tak, ze od razu strzelasz. Każda firma określa swój SOP (Standard Operating Procedure), czyli procedurę, która określa zasady postępowania na wypadek danej sytuacji np. pirackiego ataku. Najczęściej po pokazie siły w postaci pokazaniu się atakującym na pozycjach członków zespołu ochrony wraz z bronią, ewentualnie strzałami ostrzegawczymi w powietrze lub po wodzie, atakujący odpuszczają. Nie chcą przecież zginąć. Tak właśnie było i tym razem. Statystyka dowodzi, że dochodzi do porwań tych statków, które nie zdecydowały się na uzbrojoną ochronę.

R: A są jakieś inne zagrożenia? Dużo podróżujecie, śpicie w hotelach lub wynajętych willach w krajach, które nie słyną z bezpieczeństwa poza oazami turystycznymi. Chwile wypoczynku na lądzie to sielanka w tropikach?

G: I tak i nie. Nie jesteśmy tam na wakacjach i trzeba o tym pamiętać. Faktycznie są i sielankowe chwile na plaży, dyskotece czy hotelowym basenie, ale i tak trzeba zachować czujność i wiedzieć jak się zachować w razie nagłej sytuacji kryzysowej. Ja do kolejnych zagrożeń w tej pracy zaliczam też korupcję i niejasne przepisy obowiązujące w poszczególnych krajach.

Nigdy nie wiesz, czy na bramce na lotnisku czy w porcie morskim urzędnik nie będzie chciał ci czegoś podrzucić lub wymusić łapówki za np. przepuszczenie ciebie z małym nożem w kieszeni. Inna sprawa to sama sytuacja bezpieczeństwa w danym Państwie czy postoju czy nawet konkretnych dzielnicach, gdzie firma współpracująca z firmą zatrudniającą ciebie ma wynajęte hotele czy wille, w których śpimy.

Ostatnim źródłem zagrożeń są sami członkowie zespołu. Często to grupy o międzynarodowym składzie. Sami sobie organizujemy czas wolny. Trzeba uważać podczas wycieczek, aby nie wpakować się samemu w kłopoty. Są też przypadki, że do zespołu trafia jakaś osoba „z przypadku”, wyraźnie odstająca poziomem profesjonalizmu od reszty. To też może być niebezpieczne.

Miałem kiedyś taki przypadek z gościem, który notorycznie spóźniał się w trakcie alarmów na statku. Zamiast w 2 minuty swoje stanowisko zajmował po 5. Później się okazało, że nie uśmiechało mu się biegać po schodach i wybierał okrętową windę! To się musiało skończyć rozstaniem. Są też oczywiście miłe i wesołe sytuacje. Pamiętam jak w trakcie kilku dni oczekiwania na kolejny rejs na Madagaskarze, przypadkowo trafiliśmy na dyskotekę Loch Ness prowadzoną przez naszego rodaka – Andrzeja, znanego z programu Polsat-u pt. Polacy zagranicą (odcinek16). Wiesz co się działo, jak się dowiedział, że u niego przy barze siedzi czterech Polaków, byłych żołnierzy?! Ciemnoskóry DJ puszczał przez cały wieczór polskie przeboje, a my w towarzystwie czekoladowych piękności bawiliśmy się do białego rana. Takich chwil się nie zapomina. TAK, góra z górą się nie zejdzie, ale Polak na Polaka zawsze trafi, nieważne w której części świata.

Ochrona statków

R: Ok, była kilka lat temu prawdziwy bum ataków pirackich i wynikającego z tego faktu zapotrzebowanie na ludzi z wyszkoleniem wojskowym do pracy w roli uzbrojonych ochroniarzy. Potem jednak sytuacja bezpieczeństwa się poprawiła, nie słyszymy dziś zbyt często o porwaniach czy atakach na statki. Czy w tej branży dalej jest jeszcze czego szukać?

G: Nic bardziej mylnego. Nie słyszymy o atakach, bo statki mają ochronę. Zapotrzebowanie na osoby z doświadczeniem wyniesionym ze służby wojskowej czy policyjnej dalej jest duże. Przez COVID-19 i fakt, że wiele zespołów utknęło na statkach nawet na 9 miesięcy i teraz zjechali na ląd powstał nawet skokowy wzrost zapotrzebowania na nowych ludzi, którzy ich zastąpią. Oczywiście z tego samego powodu trudniej jest przeprowadzić szkolenie chętnych, ze względu na panujące obostrzenia.

Pracuję w tej branży już ponad 10 lat, aktualnie prowadzę firmę Tactical Risk Group, która na zlecenie dużego brytyjskiego gracza rekrutuje, szkoli i wysyła ludzi do pracy w ochronie statków. Aktualnie, co miesiąc szkolimy grupy 10-20 osobowe z natychmiastową gwarancją zatrudnienia. Nie należy się sugerować wpisami na forach internetowych, że „temat się kończy” lub że „lepiej iść pracować na TIR-ach” – to piszą sami operatorzy bojący się nowego lepiej znającego angielski narybku w branży. Nie wiem ile osób w Polsce jako szeregowy czy podoficer na emeryturze, ale w sile wieku, zarabia 10 tys. złotych miesięcznie - chyba niewielu. Ja polecam tę robotę! Sprawdź jak się przygotować >>

R: Czyli praca jest, a od czego trzeba zacząć i ile zainwestować, aby ruszyć na pierwszy kontrakt?

G: Masz dwie drogi. Pierwsza, to kandydat osobiście opłaca kurs z własnych funduszy lub może skorzystać z rekonwersji dla wojskowych, jest to kwota 8 tys. za dwutygodniowy kompleksowy kurs w naszym ośrodku w Gdyni. Kandydat aplikujący na stanowisko Operatora morskiego powinien udokumentować minimum 4 lata służby wojskowej, służby w policji lub w straży granicznej.

Kandydaci w ramach takiego kursu realizowanego w przez naszą firmę zdobywają książeczkę żeglarską, realizują wszystkie szkolenia z zakresu STCW – czyli przewidziane dla marynarzy umiejętności używania środków ratunkowych i przetrwania na morzu, przeszkolenie z zakresu udzielania pierwszej pomocy w standardzie TC3 oraz certyfikat MARITIME FIREARMS COMPETENCY Certyficate - certyfikat kompetencji umiejętności użycia broni, międzynarodowe świadectwo zdrowia ENG1.

Każda część szkolenia jest praktyczna i wymaga zaliczenia poszczególnych ćwiczeń np. w zakresie obsługi broni. Nie tylko posługiwania się bronią (BLOS), ale i strzelania na wymaganych dystansach 100, 200 i 300 metrów oraz prowadzenia ognia w sytuacji stresowej. Na koniec zdaje się egzamin ze znajomości SOP-a obowiązującego w danej firmie, do której się aplikuje o pracę. Druga droga zakłada te same szkolenia, ale bez wykładania własnych pieniędzy. Kandydat, który zakwalifikuje się na kurs sponsorowany nie ponosi żadnych kosztów. Firma wykłada pieniądze za kurs za kandydata.

R: JAK TO?

G: Tak jak słyszałeś, nie ponosi kosztów związanych z kursem. Kandydat podpisuje kontrakt jeszcze w trakcie kursu i wylatuje na kontrakt po jego zakończeniu. Z reguły kurs kończymy w soboty, a w niedzielę kursanci wylatują na kontrakty. Koszty kursu firma potrąca kandydatowi w ratach z trzech pierwszych wypłat. Myślę, że jest to bardzo dobry obopólny układ i gwarancja zatrudnienia. Kandydaci, którzy płacą sami za kurs, wchodzą od razu na sztywne stawki, które są proponowane bez konieczności spłacania.

R: To chyba znamy już przepis na pracę dla exoperatorów jednostek specjalnych i żołnierzy po misjach! Dziękuję za rozmowę, a zainteresowanych zapraszam do bezpośredniego kontaktu z naszym gościem.

G: Dziękuję i zapraszam do kontaktu. Tactical Risk Group.

Skontaktuj się w sprawie szkoleń >>

Tactical Risk Group

Tactical Risk Group

10 Lutego 39, 81-364 Gdynia

605 935 335


www.tacticalriskgroup.com

 

[ochrona statków,ochrona statków handlowych,ochrona statków przed piratami,maritime security,tactical risk group,wywiad,działania na morzu,maritime security operative]

Galeria artykułu  Ilość zdjęć:  7
Artykuł pochodzi z: magazynu SPECIAL OPS nr 2/2021

Komentarze

0

Księgarnia Militarna Poleca Służby specjalne.Słownik


Chiny - zrozumieć imperium. Pulsujący matecznik cywilizacji Zielona droga 1990-2020. 30 lat doświadczenia byłego operatora JW GROM Sztuka wojny. Filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń
Książka Chiny – zrozumieć imperium Piotra Plebaniak, współautora i redaktora najnowszego przekładu Sztuki wojny wzbogaconego komentarzami ekspertów, to nieszablonowe połączenie poezji oraz historycznej, kulturowej i geopolitycznej wiedzy o Chinach. (...)
zobacz więcej »
Obchodzone 13 czerwca 2020 roku 30-lecie Specjalnej Jednostki Wojskowej GROM to doskonały moment, aby Andrzej Kruczyński pseudonim „Wódz” zabrał swoich czytelników w fascynującą drogę, którą najlepiej oddaje treść jego najnowszej książki (...)
zobacz więcej »
Traktat "Sztuka wojny" to w powszechnej percepcji najważniejszy traktat militarny kiedykolwiek napisany. O jego ponadczasowości decyduje wiele czynników, przede wszystkim okres historii Chin, w którym powstał. (...)
zobacz więcej »

Dodaj komentarz
Nie jesteś zalogowany - zaloguj się lub załóż konto. Dzięki temu uzysksz możliwość obserwowania swoich komentarzy oraz dostęp do treści i możliwości dostępnych tylko dla zarejestrowanych użytkowników portalu Special-ops.pl... dowiedz się więcej »

Aktualności

Policjanci z JSPP w Kosowie zabezpieczali Cycle Kosovo for Children

Po raz kolejny w ostatnich dniach polscy policjanci z XXXII. Rotacji JSPP stacjonującej w Kosowie udzielali pomocy osobie poszkodowanej w wypadku samochodowym. Tym razem zdarzenie miało miejsce...

Aktualny numer

2/2021
SPECIAL OPS 2/2021
W miesięczniku m.in.:
  • - 60 lat JW4101
  • - Morska ochrona statków - robota dla komandosa
Paweł Piotrowski
Wiosłowanie jednorącz sztangielką z podparciem na ławce skośnej to odmiana klasycznego...
Paweł Piotrowski
Wyciskanie sztangi w wąskim uchwycie na ławce poziomej to klasyczne, skuteczne...
Michał Piekarski
W ostatnią niedzielę czerwca w Gdyni odbyły się uroczystości z okazji Święta Marynarki...
Michał Piekarski
Wzrost napięcia pomiędzy Zachodem i Rosją, który można już bezpiecznie nazywać nową...
Dariusz Materniak
5 marca 2018 roku jednostka specjalna ukraińskiej Policji "KORD" zatrzymała dwie osoby...
Special-OPS TV


WYŻSZA SZKOŁA ADMINISTRACJI I BIZNESU IM. EUGENIUSZA KWIATKOWSKIEGO W GDYNI
WYŻSZA SZKOŁA ADMINISTRACJI I BIZNESU IM. EUGENIUSZA KWIATKOWSKIEGO W GDYNI
Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu im. E. Kwiatkowskiego w Gdyni od dekady kształci wybitnych specjalistów z Bezpieczeństwa Wewnętrznego,...
Rzetelna Firma
Copyright @ 2010-2012 Grupa MEDIUM Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Spółka komandytowa, nr KRS: 0000537655. Wszelkie prawa, w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Zasadach korzystania z serwisu.
realizacja i CMS: omnia.pl