Wymagamy więcej niż zakłada procedura
Wywiad z kpt. Michałem Pasińskim z Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych.
Wymagamy więcej niż zakłada procedura - wywiad z kpt. Michałem Pasińskim z Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych. Fot. Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych
Rozmawiamy z kpt. Michałem Pasińskim z Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych. Instruktorem medycyny pola walki, lekarzem chirurgiem.
CSzWS w tym roku obchodziło 5-lecie utworzenia. Co zmieniało się w szkoleniu w zakresie medycyny pola walki w przeciągu tych lat?
Aktualnie bardzo duży nacisk kładzie się na prawidłowe zabezpieczenie poszkodowanego, w tym prawidłowe wykorzystywanie opasek taktycznych. Dąży się do tego, aby uprościć cały system postępowania, np. z niedrożnością dróg oddechowych. Kładzie się większy nacisk na TBI wynikające najczęściej z urazów ciśnieniowych czy ostrzałów. Są to wnioski z analizy konfliktu w Ukrainie, gdzie z jednej strony występują wielogodzinne czasy ewakuacji z pola walki, a z drugiej, typowym mechanizmem urazu jest wybuch. W pierwszej fazie konflikt w Ukrainie przypominał wcześniejsze, a więc rany postrzałowe występowały w dość dużym procencie. Teraz jest zupełnie inaczej. Ponad 80% to urazy od ostrzału artyleryjskiego, dronów czy min.
Czy kandydat na kurs JATA musi przejść także kurs TCCC?
Na początku trzeba zaznaczyć, że kandydat do służby w jednostkach Wojsk Specjalnych, który planuje przejść selekcję lub kwalifikację do wybranej jednostki, nie musi posiadać żadnego taktycznego wykształcenia medycznego. Będzie to mile widziane, natomiast formalnie nie jest to wymagane. Takie szkolenia przechodzi już w czasie realizacji kursów, m.in. w Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych.
Samo TCCC obejmuje wszystko, począwszy od najniższego poziomu, który w Stanach Zjednoczonych nazywają All Service Members – to jest taki najkrótszy trzydniowy kurs, poprzez CLS (Combat Lifesaver) – który trwa pięć dni i jest bardziej zaawansowany. Kolejnym etapem jest kurs CMC (Combat Medic Corpsman) – poziomem przeznaczony dla personelu medycznego, który umożliwia przetaczanie krwi, podłączanie leków dożylnych itp. Niestety, nie jest tak u nas. Nasze prawo jeszcze nie dopuszcza części tych rzeczy w warunkach polowych.
Czy i co robi się w kierunku wprowadzenia takich zmian w Polsce?
Lobbujemy na różnych kierunkach. Weszły rozporządzenia dające ratownikom medycznym dodatkowe uprawnienia, np. wykonywania drobnych zabiegów chirurgicznych, drenażu klatki piersiowej itp. Niestety, nie ma na razie aktów wykonawczych. Zapis mówi, że ratownik może wykonywać takie zabiegi, jeżeli posiada odpowiedni certyfikat, który nie wiadomo, gdzie uzyskać. Równolegle staramy się działać aktywnie na tzw. arenie międzynarodowej w ramach NSHQ oraz współpracy z SOF COM. Zostaliśmy m.in. zaproszeni do współpracy przy opracowywaniu nowych doktryn NATO.
Jakie szkolenia TCCC prowadzone są obecnie w Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych?
W CszWS prowadzimy szkolenia na poziomie CLS, to jest ten poziom podstawowy, jak również szkolenia CMC dla ratowników medycznych. Rozwijamy się i ustawicznie zmieniamy. Chcemy wprowadzić w Centrum dodatkowe procedury oraz móc w pełni wdrożyć wymagania NATO, w tym bazujące na rozwiązaniach amerykańskich, czyli aby człowiek bez wykształcenia medycznego mógł robić dużo więcej, niż może robić teraz.
Obecnie z jednej strony mamy osobę po pięciodniowym szkoleniu, później mamy ratownika medycznego po 3 latach studiów, następnie mamy lekarza po 6 latach studiów. Na potrzeby wojny i mobilizacji powinniśmy uzupełnić te luki i przerwy w wykształceniu. Z jednej strony można wykształcić ratownika medycznego, który będzie się szkolił pół roku, a nie 3 lata. Z drugiej, z ratownika cywilnego można zrobić kogoś, kto dawnej nazywał się felczerem, co z języka niemieckiego oznaczało chirurg polowy.
On nie musi być neurochirurgiem, ale wystarczy, że będzie umiał zabezpieczyć urwaną kończynę. Prowadzimy również kursy instruktorsko-metodyczne dla medyków z innych JWS, czyli osób, które potem mogą prowadzić szkolenia we własnych jednostkach.
Jakie zadania stawia się przed medykiem w Zespołach Bojowych Wojsk Specjalnych przez pryzmat kształcenia w CSzWS?
Przede wszystkim musi być operatorem. Niezależnie od jego umiejętności medycznych, najważniejsze jest jego zadanie jako operatora bojowego, a dopiero dodatkowo może być medykiem. Warto krótko wyjaśnić także kwestie nazewnictwa.
W amerykańskiej terminologii paramedyk to jest ten najbardziej zaawansowany medyk. U nas włącza się kalka językowa, a medyk czy paramedyk może w zasadzie oznaczać wszystko. Dlatego proponuję, aby bardziej trzymać się naszej terminologii: sanitariusz albo ratownik, ale bez żadnych dodatków. Dopiero potem mamy ratownika medycznego, który jest określony różnymi przepisami prawa jako osoba z tytułem i po studiach. A medyk będzie tym, który coś się zna na medycynie.
Czy każdy może zostać medykiem/paramedykiem? Każdego udaje się przeszkolić w tym kierunku?
Jest to o tyle trudne pytanie, że wcześniej wskazaliśmy już na pewne ograniczenia prawne. Ratownikiem de facto może zostać każdy, bo ten podstawowy poziom nie jest wymagający. Na razie tego nie ma, ale według mnie każdy żołnierz powinien przejść kurs CLS, bo to być może uratuje jego własne życie lub jego kolegi. Dlatego kursy w CSzWS nazywam kursami potrójnej odpowiedzialności.
Pierwsza odpowiedzialność jest nasza za kursantów. Musimy ich dobrze wyszkolić, ponieważ od tego może zależeć ich życie. Druga, ponieważ każdy odpowiada za siebie – ma się dobrze nauczyć, aby móc uratować życie swoje czy kolegi. Trzecia dlatego, że na kursie trzeba pilnować kolegi po to, aby on się dobrze nauczył, bo w przyszłości może to on będzie ratował moje życie.
Sanitariuszem/ratownikiem może zostać każdy, a nawet powinien nim być i posiadać wyszkolenie typu CLS. Natomiast medykiem/ratownikiem medycznym już nie może zostać każdy. To wymaga odpowiedniego wykształcenia, a to się wiąże z czasem i szeregiem predyspozycji do zawodów medycznych oraz nie mogą to być osoby, które zdobyły wykształcenie ratownika medycznego i nie praktykują. Przy tej pracy samo jeżdżenie na zabezpieczenia medyczne nie rozwija. Muszą to być osoby, które się ustawicznie kształcą i poszerzają wiedzę, a przynajmniej ją podtrzymują.
Jak wygląda dalsza ścieżka kształcenia dla osoby, która chce zostać medykiem w Zespole Bojowym po takim podstawowym szkoleniu typu CLS?
Ktoś, kto chce być medykiem w Zespole Bojowym, musi przejść szkolenie bazowe. Jeżeli jest to osoba bez wykształcenia medycznego, ale przejawiająca zdolności w tym kierunku, to niektóre jednostki mają możliwość wsparcia takiego kształcenia w formie studiów. Ci, którzy mają już skończone takie studia, muszą trochę się poświęcić i tak jak już wcześniej zaznaczyłem, muszą nie tylko poszerzać swoją wiedzę, ale przede wszystkim działać w sektorze cywilnym, aby na co dzień mieć do czynienia z zawodem.
Na kursach zawsze powtarzam, że nasz kurs jest jednym z tych, po których najlepiej, aby wiedza nigdy się nikomu w praktyce nie przydała. Ważne jest jednak, aby to podtrzymać. Szkolenie powinno być ciągłe i to próbujemy przewalczyć we wszystkich jednostkach. Według NEMT-u certyfikat jest przyznawany na trzy lata i staramy się tego trzymać.
Czy jako CSzWS koordynujecie szkolenie we wszystkich jednostkach podległych pod DKWS?
Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych jest jednostką szkolnictwa wojskowego podległą Dowódcy Komponentu Wojsk Specjalnych. Jednostki WS nam nie podlegają. CSzWS w sposób dynamiczny reaguje na potrzeby szkoleniowe żołnierzy WS. Prowadzimy nasz polski CLS, z zaświadczeniem z Centrum, ale jak ktoś jest zainteresowany, to może przejść dodatkowo kurs zarejestrowany w NEMT – ponieważ jesteśmy certyfikowanym ośrodkiem.
Jako instytucja edukacyjna, która ma możliwość wydawania zaświadczeń, dajemy szkolenie podstawowe. Jednak dzięki temu, że szkolimy również instruktorów w innych JW, mamy dość dużą możliwość oddziaływania na dalsze szkolenie. Dodatkowo staramy się regularnie spotykać w naszym gronie tak, żeby mieć pewność, że dalej wszyscy uczymy tego samego, jak również wymieniać się zarówno doświadczeniami, jak i tzw. patentami, czyli np. jak lepiej ułożyć plecak. Jeśli chodzi o regularnych żołnierzy, to możemy tylko sugerować i namawiać, aby ćwiczyli dalej w jednostkach.
Jakie cechy powinien mieć dobry medyk Wojsk Specjalnych?
Powinny być to te same cechy psychiczne i fizyczne oraz kondycja i elastyczność, które predysponują dobrego operatora. Przede wszystkim nacisk powinien być położyć na psychikę: wytrzymałość, determinacja i inteligencja. Medyk musi umieć dobrze analizować sytuację i dobrze wyciągać wnioski z analizy oraz chcieć cały czas się rozwijać.
Na co kładziecie zatem największy nacisk przy szkoleniu medyków żołnierzy Wojsk Specjalnych?
Jakkolwiek to zabrzmi, to największy nacisk kładziemy na medycynę i myślenie. Nasze szkolenia nie są szkoleniami z taktyki, ponieważ do tego są przeznaczeni inni instruktorzy. Chcemy jednak, aby żołnierze potrafili wykorzystać swoje umiejętności medyczne podczas odgrywania różnych scenariuszy.
Przede wszystkim chcemy im przekazać aktualną wiedzę i aktualne wytyczne komitetu TCCC, jak również pozyskane przez nas informacje dotyczące aktualnych konfliktów oraz zweryfikować wiedzę osób, które miały już do czynienia z takim szkoleniem. Chcemy, aby wszyscy mówili tym samym językiem.
Czy wojna w Ukrainie zmieniła w zasadniczy sposób postrzeganie przebiegu szkolenia w CSzWS w zakresie medycyny pola walki? Czy powstały jakieś nowe procedury i elementy szkolenia dla medyków JWS?
Tak i wynika to z dynamiki konfliktu. Dawniej był ostrzał z broni ręcznej, kontakt ogniowy, a teraz częściej w ramach symulacji staramy się pokazać ostrzał moździerzowy czy atak dronem, gdzie potem znowu jest względnie bezpiecznie. Należy pamiętać o tym, aby się ukryć nawet wtedy, jak pozornie nic się nie dzieje, a sama broń może być i kilometry dalej.
Druga sprawa to charakter obrażeń. Najczęściej widać, gdzie jest rana postrzałowa, a jeżeli chodzi o odłamki, to może być ich bardzo dużo i trudno je wszystkie zlokalizować. Jest coś takiego jak radość pierwszego znaleziska. Ktoś bada, znajdzie jedną rzecz i już odpuszcza w szukaniu dalej. Ja bardzo zwracam uwagę na to, że kiedy jest jedna rana, to może być też i druga. Ale może być ich 3, 4, 5 i dowolna liczba. Trzeba szukać. Podczas naszych szkoleń w Centrum staramy się do tego mocno motywować. Dodatkowo naszym medykom Wojsk Specjalnych staramy się poszerzać wiedzę medyczną i wymagać więcej niż zakłada sama procedura. Przykładem tutaj może być konwersja czy aproksymacja opaski taktycznej, czy też nagłośnowe metody zabezpieczania dróg oddechowych.
Czy biorąc pod uwagę wojnę w Ukrainie, są widoczne jakieś różnice w kwestii procedur T3C w poszczególnych krajach NATO, czy procedury są w jakiś sposób opracowywane wspólnie i wdrażane w każdym kraju członkowskim?
Same zasady TCCC ustala amerykański komitet, który współpracuje w ramach NATO i tego wszyscy się trzymamy. Na jednym ze szkoleń obecni byli Belgowie, którzy pokazywali, że pacjentów badają neurologicznie, oceniają siłę mięśniową pacjenta poprzez podanie rąk i uścisk. Uczyli tego badania w ramach CLS. Jest to bardzo subtelne badanie i o ile ktoś nie ma kompletnego niedowładu rąk, to mnie, jako lekarzowi, który niejednokrotnie badał pacjentów na SOR, trudno było to ocenić, nie będąc neurologiem, a co dopiero niewykwalifikowanemu medykowi na polu walki. Moim zdaniem jest to poszerzanie diagnostyki o elementy, które nic nie wnoszą do medycyny pola walki. Co nie znaczy, że jeśli dana nacja chce dołożyć jakieś elementy, to nie ma do tego prawa. Niemniej będzie to poza schematem TC3. A czy to ma sens, to już zupełnie inny temat.
Innym elementem, który przez lata funkcjonował, jest badanie brzucha. Jako chirurg wiem, że bardzo trudno zbadać brzuch i nawet jak jest on „twardy” i istnieje podejrzenie, że coś niedobrego się w nim dzieje, to medyk na polu walki i tak nie będzie w stanie nic zrobić. To będzie badanie, które w żaden sposób nie zmieni postępowania. Czas jest jednym z kluczowych elementów postępowania T3C i nie powinno się robić rzeczy, które nic nie wnoszą w dalsze postępowanie.
Czy w ramach szkolenia w CSzWS przygotowuje się także medyków do udzielania pomocy psom bojowym K9?
Są takie szkolenia, ale my na razie nie mamy ich w ofercie.
Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, o których rozmawialiśmy wcześniej, co powinno się znaleźć w IFAK-u paramedyka Wojsk Specjalnych? Czy standardowe wyposażenie spełnia swoją funkcję, czy doradza się jednak własne modyfikacje?
To, czego u nas brakuje, to leki. Amerykanie mają swojego pill packa, gdzie są trzy podstawowe leki: przeciwbólowy, przeciwzapalny i antybiotyk. My mamy tylko indywidualny zestaw autostrzykawek w razie zatrucia chemicznego oraz morfinę w dość dużej dawce. W trakcie prowadzonych kursów zalecamy żołnierzom, aby dokładali do swoich IPMEDów pill packi, ale jest to doraźna samoróbka, a nie rozwiązanie systemowe.
Warto tutaj również wspomnieć o plecaku medyka, który jest standardowo na wyposażeniu ratownika wojskowego czy lekarza wojskowego. Są do siebie dość podobne, chociaż różnią się trochę wyposażeniem i są kompletnie niedostosowane do tej charakterystyki działania, w których my się poruszamy. To duże torby i żaden ratownik Wojsk Specjalnych nie weźmie tego na tzw. robotę. Nie są ani skonfigurowane w przydatny sposób, ani nie są nieporęczne.
Każdy medyk wojsk specjalnych będzie korzystał z dużo mniejszego plecaka ułożonego według zasad udzielania pomocy T3C, czyli według protokołu MARCH PAWS. Dodatkowo będzie sam próbował plecak przygotować pod spodziewane problemy, czyli albo pod to, co może się zdarzyć, albo pod to, co już się wydarzyło. Kolejna kwestia to ograniczone miejsce. Z tego względu i ze względu na specyfikę działań operatorów Wojsk Specjalnych plecak medyczny będzie wystarczająco wyposażony do zabezpieczenia jednego ciężko rannego lub dwóch lżej rannych żołnierzy.
Tak jak wspomniałem, wszystko jest uzależnione od charakteru działania. Na przykład, jeżeli jest środek lata, i wiemy, że w tym rejonie temperatura w nocy nie powinna mocno spaść, to choć hipotermia jest bardzo ważna u pacjentów urazowych, to może nie trzeba się nastawiać na aktywne ogrzewanie pacjenta. Może wystarczy zabezpieczenie za pomocą koca termicznego itp., a zaoszczędzone miejsce i wagę będzie mógł przeznaczyć na inne środki. W warunkach zimowych medyk będzie musiał pomyśleć i zabrać coś, co daje aktywną możliwość ogrzania pacjenta.
Na zakończenie naszej rozmowy proszę powiedzieć, czy szkolenie dla medyka WS różni się czymś od szkolenia medyków innych służb mundurowych, np. jednostek KT Policji?
Nie powinno się różnić. O ile szkolenie bojowe może się różnić, bo Policja realizuje swoje zadania w inny sposób, a wojskowe oddziały specjalne działają w inny sposób, to z kolei całe szkolenie medyczne zespołu bojowego powinno wyglądać dokładnie tak samo. Stosujemy standardy zachodnie i tutaj nie ma co się wstydzić, że patrzymy na innych, ponieważ komitet TCCC, w którego wiedzy korzystamy, bardzo dobrze opracował procedury, wyciągając wnioski na podstawie analizy przebiegu różnych konfliktów, w tym tego, który obecnie dzieje się w Ukrainie.
Dziękuję za rozmowę!