Nie ma gotowych procedur na każdy kryzys, trzeba działać elastycznie
Rozmowa z funkcjonariuszem CBŚP
Nie ma gotowych procedur na każdy kryzys, trzeba działać elastycznie. Rozmowa z funkcjonariuszem CBŚP. Fot. Archiwum CBŚP
W świecie zagrożeń terrorystycznych i dywersyjnych liczy się szybka reakcja i elastyczne podejmowanie decyzji. W wywiadzie dla „Special Ops” funkcjonariusz CBŚP opowiada o ewolucji zagrożeń, roli cyberprzestrzeni, współpracy międzynarodowej oraz doświadczeniach zdobytych podczas prestiżowego kursu FBI National Academy.
Na co dzień służy Pan w Wydziale do Zwalczania Aktów Terroru CBŚP. Jak ewoluował profil zagrożeń terrorystycznych w Polsce w ostatnich latach?
Polska zawsze była krajem o umiarkowanym zagrożeniu terrorystycznym. Nie mieliśmy ataku terrorystycznego motywowanego politycznie bądź religijnie, który doszedłby do skutku. Mieliśmy natomiast zdarzenia w postaci aktów terroru kryminalnego z użyciem materiałów wybuchowych, te najbardziej znane sprawy prowadzone przez funkcjonariuszy CBŚP to chociażby nieudany zamach we Wrocławiu w 2016 roku czy z Płocka w 2019 roku, który funkcjonariusze WdZAT CBŚP udaremnili, a mogły być jednymi z tragiczniejszych zamachów w polskiej historii. Rzeczywistość, w jakiej obecnie się znajdujemy, rysuje się inaczej. Oprócz klasycznych spraw, związanych z posiadaniem prekursorów materiałów wybuchowych czy samych materiałów wybuchowych, mierzymy się z nowymi wyzwaniami, jakimi są akty sabotażu i dywersji. Jest to zagrożenie, z jakim CBŚP oraz Policja jako ogół nigdy nie stawiała czoła.
Czy obserwuje Pan zmianę charakteru działań – od klasycznych struktur terrorystycznych w stronę dywersji i działań hybrydowych?
Przy okazji tego pytania od razu zwrócę uwagę na bardzo ważną rzecz. WdZAT CBŚP jest jednostką przeznaczoną do zwalczania aktów terroru kryminalnego. Natomiast w sprawach terroryzmu, czyli aktów terroru motywowanych politycznie bądź religijnie mających na celu zastraszenie społeczeństwa lub rządu, podmiotem wiodącym jest Centrum Antyterrorystyczne Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, z którym ściśle współpracujemy. Tak jak już wspomniałem, obecnie głównym zagrożeniem są akty sabotażu i dywersji sponsorowane przez Federację Rosyjską. Natomiast jeżeli chodzi o same struktury, to są one de facto podobne, komórka sabotażowo-dywersyjna operuje praktycznie w ten sam sposób co terrorystyczna, różnicą jest tylko motywacja.
Czy widzi Pan nowe trendy w działaniach przestępczych i terrorystycznych, które wymagają innego podejścia służb?
Na pewno dużo większą rolę odgrywa cyberprzestrzeń. Klasyczne przekazy bankowe lub gotówkowe zastąpiły transakcje kryptowalutowe, a rozpoznanie w Internecie jest nie mniej ważne niż fizyczne w terenie. Zdecydowanie pokazuje to, że warto w swoich jednostkach posiadać specjalistów od cyberprzestępczości i OSINT.
Jak w praktyce wygląda koordynacja działań operacyjnych w sprawach o charakterze międzynarodowym?
Odbywa się trzema kanałami. Z krajami Europolu z pośrednictwem systemu, który jest po prostu narzędziem pozwalającym na bezpośredni kontakt z naszymi odpowiednikami z innych krajów. Z krajami spoza UE wykorzystywany jest system Interpolu. Polska Policja posiada też sieć oficerów łącznikowych, których mamy 14. Pomagają nam oni w nawiązywaniu bezpośredniego kontaktu w krajach ich placówki. Bezcenne są też kontakty bezpośrednie wypracowane podczas prowadzenia spraw czy wspólnych szkoleń i ćwiczeń, które bardzo przyśpieszają współpracę.
Jakie różnice dostrzega Pan między amerykańskim a europejskim podejściem do dowodzenia w sytuacjach kryzysowych?
Proceduralność. Z uwagi na decentralizację służb w USA, podział na służby lokalne i federalne, Amerykanie musieli jakoś ogarnąć ten bałagan i ustalić co robić w przypadku zdarzenia, na którym jest więcej niż jedna służba. Mają pomiędzy służbami podpisane porozumienia i prawie wszystkie relacje są uregulowane. To rozwiązanie ma zarówno zalety, jak i wady. Szybko wdrażają strukturę dowodzenia na miejscu zdarzenia, ale za to ta struktura jest nieelastyczna. Każda sytuacja niespotykana dotąd wcześniej powoduje paraliż, dlatego też Amerykanie tak bardzo uwielbiają odprawy przed działaniami i po działaniach, gdyż dzięki temu cały czas uaktualniają swoje procedury, bez których nie są w stanie funkcjonować. Ta skrajna proceduralność jest również widoczna w codziennej pracy policji czy szeryfów, gdzie funkcjonariusze na praktycznie każde zdarzenie mają napisany sposób działania krok po kroku i z tego są rozliczani.
U nas funkcjonariusze operują swobodniej na zasadzie spisanych obowiązków oraz ograniczeń, natomiast nie mamy napisanych szczegółowych procedur. Jak wspominałem, ma to swoje zalety i wady. Wadą jest brak elastyczności, zaletą jest, teoretycznie, prostota oceny poprawności działań funkcjonariusza. Jeżeli, więc czytasz ten wywiad, będąc na czwartym spotkaniu tego dnia w swojej korporacji, związanym z kolejnymi regulacjami wewnętrznymi dotyczącymi używania określonych czcionek, to możesz podziękować zdecentralizowanemu systemowi bezpieczeństwa wewnętrznego USA, który wykreował taką kulturę proceduralności, co stanowiło inspirację dla pierwszych globalnych korporacji. Ciekawy efekt motyla.
W jakim stopniu zagrożenia związane z sytuacją za wschodnią granicą przekładają się na konkretne działania operacyjne w kraju?
Pytanie, na które ciężko odpowiedzieć bez ujawniania tajemnic służbowych. Natomiast mogę powiedzieć, że sytuacja, która dzieje się za naszą wschodnią granicą od początku inwazji Rosji na Ukrainę, jest główną przyczyną, z jakimi zagrożeniami i charakterem spraw się głównie mierzymy.
Jak wyglądała droga do udziału w kursie FBI National Academy? Jakie kryteria trzeba spełnić, by zostać wytypowanym?
Przede wszystkim należy biegle mówić po angielsku. FBI National Academy działa pod patronatem University of Virginia i ukończenie tego kursu jest równoznaczne z uzbieraniem połowy punktów potrzebnych do ukończenia studiów Master na kierunku Criminal Justice, więc w trakcie trwania kursu należy oddawać prace na poziomie akademickim. Można kontynuować te studia online i uzyskać pełny dyplom. Język jest więc najważniejszym kryterium. Wymagane jest też minimum 5 lat służby. Dodatkowym atutem jest doświadczenie w pracy pionu kryminalnego. Aby w ogóle móc wziąć udział w procedurze rekrutacyjnej, należy też mieć zgodę swoich bezpośrednich przełożonych. Nadmienię, że Komendant CBŚP również jest absolwentem FBI National Academy.
Jak wyglądał typowy dzień szkoleniowy w Quantico? Które elementy programu były dla Pana najbardziej wymagające?
Zajęcia rozpoczynają się typowo o godz. 7 i trwają do 17. Ja byłem w sezonie letnim, kiedy temperatury powyżej 35°C nie należą do rzadkości. Wtedy zajęcia z wychowania fizycznego zaplanowane na popołudnie często odbywały się o 6 rano. Dzień podzielony jest na bloki zajęciowe oraz prawie codzienny obowiązkowy WF, który nie jest delikatnym aerobikiem, tylko poważnym wyciskiem. Ciężko stwierdzić, które zajęcia były najtrudniejsze, wszystkie wymagały zaangażowania.
Czy były momenty, które szczególnie zapadły Panu w pamięć, np. konkretne case study lub ćwiczenie praktyczne?
W sumie to kilka. Cały cykl zajęciowy z Jeffreyem Katzem dotyczący zarządzania jednostką policyjną i byciu przełożonym, możliwość uczestniczenia w zajęciach z materiałów wybuchowych i terroryzmu z dr. Kirkiem Yeagerem (legenda FBI w kwestii materiałów wybuchowych oraz osoba, przez którą możemy zabrać do samolotu maksymalnie 100 ml płynów, gdyż to na podstawie jego badań wprowadzono ten limit) oraz zajęcia z wykładowcami, którzy pracowali osobiście przy najgłośniejszych wydarzeniach w USA, jak zamachy w Bostonie czy Nashville, czy sprawach seryjnych zabójców. Będąc w Akademii, można też dotknąć historii i zobaczyć książki z dedykacjami od prezydentów USA dla dyrektora Hoovera oraz pamiątki, tablice i zdjęcia z poprzednich sesji National Academy, które trwają praktycznie nieprzerwanie od 1935 roku. Dość ciekawym przeżyciem jest chodzenie po korytarzach akademii i rozpoznawanie elementów, które widziało się w „Milczeniu Owiec”. Jedne z wieczornych opcjonalnych zajęć to właśnie pokaz filmu „Milczenie Owiec” z omówieniem, które elementy są przedstawione w filmie oraz które sprawy z historii FBI stanowiły inspirację do stworzenia postaci Buffalo Billa.
Jak wyglądała wymiana doświadczeń z funkcjonariuszami z krajów realnie dotkniętych terroryzmem?
Nie było to moje pierwsze zetknięcie z amerykańskimi agentami federalnymi lub policjantami. Natomiast widać, że u nich jest to temat brany równie na poważnie co u nas zwalczanie przestępczości narkotykowej czy walka z prowadzeniem pod wpływem alkoholu. Bo nie jest to jakaś egzotyczna rzecz, tylko realne zagrożenie, które może dotknąć przeciętną osobę. Trzeba też mieć na uwadze, że dla nich to bardzo osobista sprawa przez zamachy z 11 września 2001 roku. Dla Amerykanów to wydarzenie było równie kształtujące co dla nas Powstanie Warszawskie czy odzyskanie niepodległości. Pamięć o zdarzeniu i ofiarach jest kultywowana oraz respektowana. Temat u nich nie jest bagatelizowany. U nas na szczęście też nie jest i nie był, nawet zanim w Polsce pojawiły się akty sabotażu i dywersji.
Jakie różnice dostrzegł Pan między systemem szkolenia kadry kierowniczej w USA a rozwiązaniami stosowanymi w Polsce?
FBI National Academy jest trochę złym przykładem, gdyż nie jest to typowe szkolenie. W Stanach to ogromne wyróżnienie i droga do kariery na stanowisku dyrektora, komendanta lub do wyboru na szeryfa, niektórzy moi koledzy z kursu czekali na miejsce w akademii ponad 10 lat. Selekcja jest bardzo mocna.
Założeniem FBI National Academy jest wybranie najlepszych policjantów z kraju, przeszkolenie ich w najnowszych trendach i rozwiązaniach oraz wykreowanie więzi i współpracy z FBI oraz innymi jednostkami policji w kraju, aby lepiej kooperować z Biurem i innymi policjantami już po powrocie do swojej jednostki. Pamiętajmy, tam system jest zdecentralizowany, więc policjanci nie mają bazy danych z rejestrem spraw prowadzonych w USA czy nawet całym stanie. Muszą sami na podstawie wypracowanych znajomości próbować kontaktować się z kimś z jednostek sąsiednich odnośnie współpracy czy prowadzonych spraw.
Studenci zagraniczni są po to, aby pokazać amerykańskim policjantom inną perspektywę na działanie policji oraz aby wypracować sobie sieć kontaktów międzynarodowych. Rzeczy przekazywane w Akademii nie są standardem w USA, lecz trendami, do których reszta szkół policyjnych w USA dąży. Natomiast w Stanach nie ma czegoś takiego jak u nas szkoła oficerska czy podoficerska. Funkcjonariusze tam sami przygotowują się do egzaminów. W większości jednostek USA, kiedy zwalnia się etat sierżanta (w naszej policji to odpowiednik kierownika), porucznika (u nas naczelnika) czy kapitana (u nas mniej więcej poziom komendanta powiatowego), to rozpisywany jest konkurs, do którego może przystąpić każdy policjant spełniający kryteria stażowe i doświadczenia. Jest egzamin pisemny, czasem i część ustna. Funkcjonariusz z najwyższym wynikiem otrzymuje stanowisko. To tak w skrócie.
Jak ocenia Pan poziom współpracy między polską Policją a FBI?
Od wielu lat FBI przysyła bardzo dobrych i sprawnych oficerów łącznikowych do Polski, dzięki czemu współpraca jest naprawdę świetna. Dotyczy ona zarówno prowadzenia spraw, jak i organizacji wspólnych ćwiczeń jak na przykład te, które CBŚP zorganizowało wraz z FBI z zakresu śledztwa powybuchowego.
Czy szkolenie w FBI zmieniło Pana sposób podejmowania decyzji pod presją czasu i ryzyka?
Ciężko stwierdzić, natomiast na pewno szkolenie w Quantico pokazało mi inną perspektywę na wiele aspektów nie tylko służbowych, ale również w życiu prywatnym. Na początku szkolenia instruktorzy mówią, że nawet jak ktoś niczego się nie nauczy, to na pewno wyjdzie innym człowiekiem. Muszę się z nimi zgodzić.
Czy doświadczenie zdobyte w Quantico może przełożyć się na długofalowe zmiany w szkoleniu i przygotowaniu kadr w Polsce?
Nie jestem odpowiedzialny za tak poważne decyzje, więc nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast mogę powiedzieć, że w otoczeniu Komendanta Głównego Policji są osoby odpowiedzialne za rozwój szkolenia w Polsce, które ukończyły szkolenie w Quantico i myślę, że na pewno pamiętają swoje doświadczenia z Akademii.
Czego nauczył się Pan o przywództwie w służbach mundurowych?
Oj, chyba nie starczyłoby stron w magazynie, aby opisać, czego się nauczyłem. Natomiast spróbuje streścić to do jednej maksymy: „Dowodzenie to zdolność rozczarowywania swoich podwładnych w tempie, jaki są w stanie zaakceptować”. Oznacza to, że prawie każda decyzja powoduje u kogoś niezadowolenie z jakiegoś powodu. Nie da się tego uniknąć. Taka jest natura stanowiska kierowniczego. Kwestią jest, jak to zrobić, aby nie spowodować spadku morale i wzrostu niechęci wśród podwładnych. Jest to dość ważne, gdyż podwładni, którzy ufają swojemu przełożonemu, pracują dużo efektywniej. Ale to już temat na o wiele dłuższą rozmowę.
W jaki sposób zajęcia z zarządzania kryzysowego i dowodzenia przekładają się na realne działania operacyjne?
Najlepiej się przekładają chyba zajęcia z komunikacji i negocjacji, bo są to tak uniwersalne umiejętności, że nawet w pertraktacjach z żoną czasami stosuję techniki, jakich nauczyłem się w Quantico.
Jakie znaczenie ma międzynarodowa wymiana doświadczeń w kontekście zagrożeń terrorystycznych i dywersyjnych?
Odpowiedź jest krótka: jest niezbędna. Obydwa te zagrożenia mają z założenia charakter międzynarodowy (a przynajmniej w kontekście Polski). Bez otwartych kanałów wymiany informacji realizacja spraw byłaby niemożliwa.
Jakie wyzwania stoją dziś przed służbami odpowiedzialnymi za przeciwdziałanie aktom terroru w Europie Środkowo-Wschodniej?
Głównie jest to sabotaż i dywersja. Jest to zjawisko występujące nie tylko u nas, lecz u naszych sąsiadów również i ma bezpośredni związek z wojną w Ukrainie. Największym wyzwaniem jest to, że teraz sprawcy są wspierani przez cały aparat państwa, a nie tylko wyszukiwarkę internetową i fora internetowe, jak to było dotychczas.
Co dla Pana – jako funkcjonariusza CBŚP – oznacza ukończenie szkolenia w Quantico? Jakie emocje towarzyszyły Panu podczas odbioru dyplomu?
To dla mnie ogromny zaszczyt i radość, że mogłem reprezentować CBŚP. Nie jestem pierwszym absolwentem z CBŚP, który ukończył to szkolenie, ale wciąż jednym z nielicznych, gdyż od 1993 roku mniej niż 30 funkcjonariuszy z polskich służb je ukończyło. Emocje natomiast były dość spore, bo podczas ceremonii wręczenia dyplomów na sali było 1000 osób oraz całość była nagrywana i transmitowana.
Co powiedziałby Pan młodym funkcjonariuszom, którzy marzą o podobnej ścieżce rozwoju?
Skupić się na nauce języków obcych, nasza przynależność do UE wręcz wymaga, aby było jak najwięcej policjantów mówiących po angielsku, rosyjsku, ukraińsku, hiszpańsku czy niemiecku. Policjantów jest dużo, policjantów mówiących w jakimś języku biegle jest zdecydowanie mniej. Warto więc, oprócz polepszania kondycji i sprawności fizycznej, próbować inwestować w siebie poprzez naukę języka. Wiem, że to nie jest łatwe z uwagi na natłok obowiązków w życiu policjanta, ale przełoży się to na same korzyści zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.