Sygnalizacja i wzywanie pomocy
Jak zostać zauważonym, zanim będzie za późno
Sygnalizacja i wzywanie pomocy. Fot. Archiwum autora, Ocean Team Sailing School
W filmach, w których nawiązuje się do przeżycia w środowisku naturalnym, bohater zwykle rozpala ogień, buduje schronienie i po kilku dniach triumfalnie wraca do cywilizacji. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Większość osób, które giną w górach, lasach czy na wodzie, nie umiera z głodu. Nie zabija ich również brak umiejętności budowy szałasu. Najczęściej przegrywają z czasem, wyczerpaniem i niewidzialnością.
Ratownicy bardzo często znajdują poszkodowanych zaledwie kilkadziesiąt lub kilkaset metrów od szlaku, drogi albo zabudowań. Problem polega na tym, że człowiek w terenie potrafi stać się niemal niewidoczny. Zieleń lasu pochłania sylwetkę, mgła tłumi dźwięk, a śnieg lub deszcz skutecznie ograniczają widoczność z powietrza. Nawet śmigłowiec wyposażony w nowoczesną optykę może przelecieć nad poszukiwanym i go nie zauważyć.
Dlatego jednym z najważniejszych elementów survivalu nie jest samo przetrwanie, lecz umiejętność skutecznego wezwania pomocy. Można mieć wiedzę, sprzęt i doświadczenie, ale jeśli nikt nie będzie wiedział, gdzie jesteśmy, sytuacja bardzo szybko może wymknąć się spod kontroli. Podczas szkoleń w górach, szczególnie tych prowadzonych przez ratowników GOPR, wiele razy słyszałem historie o „turystach”, którzy ze znanego tylko sobie powodu przed wyruszeniem w góry czy wejściem do jaskini nikogo o tym fakcie nie poinformowali. Często miało to tragiczne konsekwencje.
Priorytet - zostać odnalezionym
W sytuacji zagrożenia człowiek działa pod wpływem stresu. Organizm przełącza się w tryb walki lub ucieczki. Myślenie staje się chaotyczne, pojawia się panika, a jedną z najczęstszych reakcji jest bezcelowe przemieszczanie się. To ogromny błąd.
Ratownicy planują działania według określonych schematów:
- analizują ostatnią znaną pozycję,
- przewidują możliwe kierunki marszu,
- sprawdzają drogi, szlaki, cieki wodne i miejsca schronienia.
Osoba poruszająca się przypadkowo dramatycznie utrudnia akcję poszukiwawczą. Z tego powodu wielu instruktorów survivalu powtarza prostą zasadę: Jeśli nie wiesz dokładnie, dokąd iść, zostań w miejscu i sygnalizuj swoją obecność.
Oczywiście istnieją sytuacje, w których trzeba się przemieszczać, np.:
- zagrożenie pożarem,
- lawina,
- osuwisko,
- brak wody,
- skrajne wychłodzenie.
Jednak w większości przypadków łatwiej odnaleźć człowieka, który pozostał w jednym rejonie i aktywnie nadaje sygnały ratunkowe.
Człowiek jest prawie niewidoczny
Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak słabo widoczna jest sylwetka człowieka w naturalnym środowisku. W lesie dominują zieleń, brązy, nieregularne kształty oraz cienie. Człowiek ubrany w ciemną kurtkę dosłownie stapia się z otoczeniem. Z powietrza wygląda jak fragment podłoża albo cień rzucany przez drzewa.
Dlatego tak ogromne znaczenie ma kontrast. Tutaj się na chwilę zatrzymam. Podczas służby wojskowej na kompanii rozpoznawczej bardzo duży nacisk kładziono na maskowanie. Chodzi o wszystko, co może zdemaskować żołnierza
na polu walki. Ponad dwadzieścia lat temu dobrym zwyczajem było, żeby przed wyjściem na zajęcia podskoczyć kilka razy, aby sprawdzić, czy nie hałasuje nam sprzęt i wyposażenie, które obija się o siebie. Sprawdzaliśmy, czy zegarki, optyka i elektronika nie odbijają promieni słonecznych. Zwracaliśmy uwagę na maskowanie kształtów hełmów, wystające anteny radiostacji, no i nie rozmawialiśmy, a podczas prowadzenia rozpoznania używaliśmy znaków taktycznych lub zestawów słuchawkowych naszych radiostacji. Czyli świadomie staraliśmy się eliminować elementy, które podczas wzywania pomocy są kluczowe. Ratownicy zwracają bowiem uwagę przede wszystkim na:
- ruch – rzuca się od razu w oczy, wszystko, co się przemieszcza, jest od razu wyłapywane,
- odbicia światła – refleks świetlny bądź światło ognia, latarki, flar, pochodni,
- geometryczne kształty – w przyrodzie bardzo rzadko występują naturalne kształty geometryczne, szczególnie idealne koło,
- nienaturalne kolory – barwy jaskrawe, takie jak żółty, różowy, pomarańczowy, czerwony. Zwróć uwagę, że to dominujący kolor służb ratowniczych oraz sprzętu i wyposażenia do ratownictwa,
- dym – z ogniska lub ze środków pirotechnicznych,
- regularne sygnały dźwiękowe – krzyk, hałas poprzez uderzenia w przedmioty, gwizdek, strzał.
Międzynarodowe sygnały ratunkowe
Na świecie funkcjonują uniwersalne systemy alarmowe używane przez ratowników górskich, lotniczych i morskich:
Najbardziej znanym jest oczywiście S-O-S: trzy krótkie sygnały, trzy długie, trzy krótkie. Można go nadawać światłem lub dźwiękiem.
- Łączność radiowa – wywołanie alarmowe MAYDAY na kanale 16 UKF.
- Flaga N C – na wodzie, międzynarodowy kod sygnałowy składający się z kwadratowej niebiesko-białej flagi nad symbolem niebieskiej flagi z białym kołem.
- Sygnały pirotechniczne – wystrzelenie czerwonej racy lub flary w górę, pława dymna.
- Znaki na ziemi – ułożenie na otwartej przestrzeni wielkiego znaku V (wymagana pomoc) lub X (niezdolni do dalszego ruchu).
- Gest Y (Yes) – uniesione obie ręce w górę i na boki w kształcie litery Y, oznaczające odpowiedź: „Tak, potrzebuję pomocy”.
W górach i terenie otwartym – sygnał dźwiękowy 6 gwizdnięć lub okrzyków na minutę (co 10 sekund), po czym następuje minuta przerwy, a potem powtórzenie sygnału. Po odebraniu sygnału ratownicy nadadzą 3 sygnały dźwiękowe lub świetlne oznaczające, że odebrali sygnał i idą z pomocą. To ważne, ponieważ regularność ma ogromne znaczenie.
Zasada trzech – wszelkie sygnały wizualne (np. ogniska, błyski latarką) lub dźwiękowe (gwizdek, strzały) powinny być nadawane w seriach po trzy. Pojedynczy krzyk może zostać uznany za przypadkowy dźwięk. Powtarzalny sygnał od razu zwraca uwagę.
Warto pamiętać, że obecnie prawie każdy ma przy sobie telefon komórkowy. Powinniśmy znać lub mieć zapisane numery telefonów do służb ratowniczych, w zależności gdzie spędzamy czas:
- TOPR/GOPR: 601 100 300
- WOPR: 601 100 100.
Istnieją również przydatne aplikacje, za pomocą których szybko wezwiemy pomoc i zostaniemy szybko namierzeni, np. aplikacja RATUNEK. Pamiętajmy również o powerbanku, dzięki któremu utrzymamy nasz telefon dłużej włączony.
Wzywanie pomocy
Sygnały, które zastosujemy do wzywania pomocy, możemy podzielić według wymienionych niżej kategorii i w zależności od warunków atmosferycznych, pory dnia, czasu, naszego stanu psychofizycznego, ale przede wszystkim ich dostępności.
Niektóre sygnały ciężko przyporządkować do konkretnej grupy sygnałów. Takim przykładem może być zwykłe ognisko sygnalizacyjne. W dzień będziemy sygnalizować swoje położenie za pomocą dymu, a w nocy za pomocą światła. Użycie chemicznego źródła światła (ang. lightstick) daje nam możliwość zakwalifikowania sygnału do sygnałów świetlnych, wykorzystujących kształt oraz sygnał chemiczny. W walce o przetrwanie nie ma to najmniejszego znaczenia i jest to tylko moja interpretacja i moje zaszeregowanie sygnałów. Najważniejsze, żeby w realnych warunkach być po prostu widocznym.
- Sygnały dźwiękowe: głos, krzyk, hałas, gwizdek, strzał, wybuch.
- Sygnały wykorzystujące kształt: znaki na ziemi GTAS (Ground to Air Signal), lightstick.
- Sygnały świetlne: latarki, lampki, markery stroboskopowe, lusterko sygnalizacyjne, ognisko w nocy, lightstick, pławy świetlne.
- Sygnały dymne: pirotechniczne środki dymne, pławy dymne, ognisko sygnalizacyjne w dzień.
- Sygnały pirotechniczne: pochodnie ręczne (flara), rakietnice, rakiety na spadochronach.
- Sygnały chemiczne: środki barwiące wodę, lightstick.
- Gwizdek – małe narzędzie, ogromne znaczenie
Dźwięk podczas wzywania pomocy jest jednym z pierwszych i skutecznych sygnałów. Dla wielu początkujących adeptów sztuki przetrwania brzmi to absurdalnie. Do momentu pierwszego realnego kryzysu. Należy jednak pamiętać, że używając własnego głosu człowiek krzyczący przez dłuższy czas bardzo szybko się wyczerpuje oraz traci głos, zużywa energię, odwadnia organizm oraz pogłębia stres. Tymczasem prosty gwizdek pozwala emitować donośny sygnał praktycznie bez wysiłku.
Wielokrotnie podczas szkoleń powtarzam, że w survivalu diabeł tkwi w szczegółach. Bardzo często okazuje się, że gwizdek, który mamy w zestawie survivalowym, jest bardzo słabej jakości i w sumie do niczego się nie nadaje. Wynika to z faktu, że jest to jeden z kilkunastu przedmiotów w tym zestawie, a na czymś trzeba zaoszczędzić. Kolejna sprawa – często mamy przy sobie gwizdek, a nawet o tym nie wiemy. Coraz częściej niektóre modele plecaków turystycznych mają klamry piersiowe w formie gwizdka, nawet ich kolor często różni się od reszty plecaka, aby rzucał się w oczy. Kolejnym elementem wyposażenia jest krzesiwo (czasami producent umieszcza krzesiwo w iskrowniku). To przykład na to, żeby ze sprzętem ratowniczym oraz do wzywania pomocy zapoznawać się zdecydowanie wcześniej niż w momencie, kiedy będziemy go potrzebować.
Dobre modele gwizdków osiągają nawet 120 dB i są słyszalne z dużej odległości, szczególnie nocą lub nad wodą. Najlepiej sprawdzają się gwizdki:
- bezkulkowe,
- odporne na wodę,
- wykonane z tworzywa,
- w jaskrawych kolorach.
Kluczowe jest jednak miejsce jego noszenia. Najczęstszy błąd? Gwizdek schowany głęboko w plecaku. Jeśli wpadniesz do wody, zgubisz wyposażenie albo doznasz urazu, dostęp do plecaka może być niemożliwy. Gwizdek powinien znajdować się:
- przy kurtce,
- na szyi,
- na szelkach plecaka,
- przy kamizelce.
Jak ważnym i skutecznym sygnałem jest gwizdek, wielokrotnie miałem okazję się przekonać podczas ćwiczeń czy szkoleń na wodzie. Podczas wpadnięcia do zimnej wody bądź podczas załamania lodu pod nami użycie gwizdka może być jedynym sygnałem ratunkowym. W zimnej wodzie doznajemy szoku, ściska nas w klatce, łapiemy krótkie oddechy. Kadr z filmu „Titanic” Jamesa Camerona, w którym główna bohaterka używa gwizdka, jest prawdziwą sceną wzywania pomocy i reakcją organizmu na hipotermię. Podczas treningu na morzu i przy słabej widoczności wielokrotnie okazywało się, że ze statku czy – jak wolą mówić żołnierze marynarki wojennej – okrętu, przy złej jakości gwizdka, nie słychać sygnału, nawet jeśli rozbitek znajduje się kilkadziesiąt metrów od jednostki pływającej. I to jest ten przysłowiowy diabeł tkwiący w szczegółach, który może decydować o czyimś życiu.
Kolor ma znaczenie
Żołnierze wykorzystują sprzęt i wyposażenie, stosując barwy maskujące, które mają za zadanie wtopić go w otoczenie. Co nie zmienia faktu, że ta sytuacja może się odmienić w przypadku, kiedy żołnierz będzie chciał być widoczny, a to często zdarza się podczas stosowania technik SERE podczas unikania.
Panel sygnalizacyjny
Jednym z takich sygnałów odnoszących się do jaskrawych kolorów jest zastosowanie osobistego panelu sygnalizacyjnego. Historia używania paneli sygnalizacyjnych przez wojsko jest bardzo długa. Najbardziej rozpowszechnione były podczas wojny w Wietnamie przez wojska specjalne do przekraczania linii styczności wojsk, powrotów do bazy itp., gdzie służyły do rozpoznania swój–obcy. Na rynku można kupić gotowy panel sygnalizacyjny w pokrowcu, który możemy przyczepić do plecaka. W razie potrzeby wystarczy pociągnąć, żeby rozłożyć pomarańczowy kwadrat.
Kolejnym przykładem paneli sygnalizacyjnych, z którymi miałem okazję się spotkać podczas służby w Iraku i Afganistanie, to VS-17. I tak jak żołnierze podczas wojny w Wietnamie, stosowaliśmy go do wyznaczenia miejsca lądowania śmigłowca oprócz granatu dymnego. Panelu używaliśmy również do oznakowania naszych pojazdów, aby były widoczne dla lotnictwa, szczególnie w miastach.
Rain Cover
Jednym z elementów naszego wyposażenia, które może posłużyć za panel sygnalizacyjny, jest rain cover, pokrowiec przeciwdeszczowy na plecak. Survival lubi przedmioty, które mają kilka zastosowań. To też dobry patent dla militarystów, którzy lubią zielony kolor. Oczywiście jeżeli wybierzemy jaskrawy kolor naszego pokrowca. Świetnie widoczny będzie pokrowiec w kolorze pomarańczowym, czerwonym czy żółtym.
Śpiwór survivalowy
Kolejnym elementem wyposażenia posiadającym kolor preferowany w ratownictwie jest tzw. śpiwór survivalowym. Osobiście spotkałem się z dwoma rodzajami takich śpiworów. Pierwszy wykonany jest z folii NRC z jaskrawą warstwą zewnętrzną. Zapakowany fabrycznie zajmuje naprawdę bardzo mało miejsca, jest lekki i w razie czego możemy dzięki niemu sygnalizować swoje położenie. Drugi rodzaj śpiwora to nic innego jak gruby wielki worek na gruz z naniesioną instrukcją survivalową. Fabrycznie spakowany również nie zajmuje dużo miejsca. Oprócz sygnalizacji możemy z powodzeniem wykorzystać go do zabezpieczania sprzętu i wyposażenia podczas pokonywania przeszkody wodnej.
Ogień – pierwotny sygnał człowieka
Ogień od tysięcy lat pełnił funkcję sygnału alarmowego. Nadal pozostaje jednym z najskuteczniejszych sposobów wezwania pomocy. Co ciekawe, w dzień ważniejszy od płomienia jest dym. Ratownicy w statkach powietrznych bardzo często zauważają właśnie słup dymu, a nie sam ogień.
Aby uzyskać gęsty, jasny dym, do ognia można dodawać zielone gałęzie, mokre liście, wilgotny mech i świeże igliwie. W nocy zaś najważniejszy staje się płomień.
Klasycznym sygnałem alarmowym są trzy ogniska ustawione w trójkącie. Taki układ jest uznawany międzynarodowo za sygnał ratunkowy.
Warto pamiętać o bezpieczeństwie:
- oczyść teren,
- kontroluj wiatr,
- unikaj pożaru lasu,
- przygotuj wodę lub ziemię do gaszenia.
W sytuacji survivalowej przeżycie nie usprawiedliwia wywołania katastrofy. Natomiast może to mało popularna opinia i narażę się ekologom, ale uważam, że w sytuacji ratowania życia lub zdrowia, osobiście dodałbym znalezione śmieci w postaci butelek plastikowych lub innych elementów, które podczas spalania wytwarzają gęsty czarny dym.
Należy jednak pamiętać, że każdy indywidualnie odpowiada za swoje działanie zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.
Światło – broń nocy
Wybierając techniczne środki świecące, które planujemy używać jako środki służące do wzywania pomocy, warto wybierać te, które zostały wykonane zgodnie z konwencją SOLAS, czyli międzynarodową konwencją o bezpieczeństwie życia na morzu. Ma ona na celu podniesienie bezpieczeństwa osób przebywających na morzu. Wybierając sprzęt i wyposażenie spełniające wymogi konwencji, mamy pewność, że nasz sprzęt nie zawiedzie w potrzebie. Zaraz ktoś zapyta, co wspólnego ma konwencja odnośnie bezpieczeństwa na morzu z wyprawą w góry? Otóż ma, i to bardzo dużo, gdziekolwiek byśmy nie byli to sprzęt do ratownictwa jest taki sam. I skoro coś działa i się sprawdza na morzu, to zadziała i na pustyni.
Po zmroku ogromną przewagę daje światło. Nowoczesne latarki LED są niewielkie, lekkie i niezwykle mocne. Nawet kompaktowa latarka potrafi być widoczna z kilku kilometrów. Najlepiej używać:
- krótkich błysków,
- trybu stroboskopowego,
- regularnych sekwencji.
Świecenie ciągłe szybko rozładowuje baterię i może pozbawić nas możliwości sygnalizacji później.
W survivalu doskonale sprawdzają się także czołówki. Pozostawiają wolne ręce i umożliwiają jednoczesne poruszanie się oraz nadawanie sygnałów. Coraz więcej modeli posiada:
- tryb SOS,
- czerwone światło,
- blokadę przypadkowego włączenia.
Lampki i markery stroboskopowe
Oczywiście, jak większość sprawdzonych rzeczy, urządzenia stroboskopowe zostały zapożyczone z wojska i adaptowane na potrzeby użytkowników cywilnych. Przez wiele lat sam użytkowałem marker stroboskopowy MS 2000, który miał możliwość nadania intensywnego impulsu świetlnego w podczerwieni do znakowania własnych pozycji. Obecnie na rynku występują zarówno mniejsze i lżejsze urządzenia, jak i wojskowe, które doskonale emitują pulsacyjny błysk świetlny, w zależności od przeznaczenia, mocy oraz warunków, od kilkudziesięciu metrów do nawet ośmiu kilometrów.
Pławy świetlne
Zasadniczo wyróżniamy dwa rodzaje pławów: nawigacyjne i ratownicze. Nas interesują ratownicze. Jest to indywidualne wyposażenie asekuracyjne używane na wypadek sytuacji „człowiek za burtą” oraz do oznakowania miejsca zagrożenia lub oznaczenia pozycji podczas operacji ratunkowych. Zazwyczaj jest w kolorze pomarańczowym, a po zetknięciu z wodą aktywuje światło.
Lusterko sygnalizacyjne – niedoceniony klasyk
Jednym z najbardziej skutecznych narzędzi sygnalizacyjnych pozostaje proste lusterko. Kto z nas nie puszczał w szkole „zajączków” na tablicę chociażby za pomocą zegarka? Przy dobrej pogodzie błysk światła można zauważyć z odległości wielu kilometrów. Piloci często dostrzegają refleks wcześniej niż samą sylwetkę człowieka.
I tutaj również chciałbym zwrócić uwagę na jakość wykonania, a co za tym idzie – skuteczność nadawanego sygnału. Sprawdzajmy oraz testujmy nasz sprzęt, zanim będzie nam potrzebny. Miałem okazję testować różne rodzaje lusterek sygnalizacyjnych. I tak na przykład zaskoczył mnie fakt, że w wyposażeniu pneumatycznych tratw ratunkowych okrętów MW znajdują się lusterka wykonane z metalu, co odkryłem podczas szkolenia sea survivalu. Trzeba było je mocno trzymać w rękach, żeby przy falowaniu nie wypadły za burtę tratwy, ponieważ w odróżnieniu od tych stosowanych na lądzie miały zerową pływalność.
Lusterka sygnalizacyjne mają również różną wielkość. Nie zawsze małe lusterko sygnalizacyjne, które jest łatwe do schowania, jest lepsze od większego. Podczas szkolenia personelu latającego na morzu wykorzystywaliśmy wyposażenie survivalowe, które pilot ma w zasobniku. I okazało się, że przy temperaturze wody 5°C, po założeniu rękawic neoprenowych i podcza falowania utrzymanie i nadawanie skutecznie sygnału klasycznym lusterkiem 5x5 cm było bardzo utrudnione, mimo sprzyjających warunków atmosferycznych.
Profesjonalne lustra sygnalizacyjne mają:
- otwór celowniczy,
- powierzchnię odbijającą,
- możliwość precyzyjnego kierowania błysku,
- możliwość przywiązania lusterka.
Jednak warto pamiętać, że improwizowane rozwiązania również działają. Możemy wykorzystać wszystko, za pomocą czego możemy odbić promienie słoneczne. Najważniejsze jest kierowanie błysku w stronę potencjalnych ratowników i wykonanie krótkich, dynamicznych refleksów.
Znaki ziemne i sygnalizacja powietrzna
Ratownicy prowadzący poszukiwania z powietrza patrzą na teren zupełnie inaczej niż człowiek na ziemi. Dlatego korzystając ze znajomości międzynarodowych sygnałów ratowniczych ustawianych na ziemi, ale widocznych z powietrza GTAS (Ground to Air Signal), staramy się ustawić proste litery według następujących wskazówek. A gdy nasz sygnał zostanie zauważony, wykonujemy gest Y rękoma, potwierdzając, że potrzebujemy pomocy. Najbardziej widoczne są:
- proste linie,
- regularne figury,
- kontrastowe kolory,
- ruch.
Dlatego warto budować, wykorzystując naturalny, lecz kontrastujący materiał, np. na zielonej polanie układamy naszą literę z drewna brzozy, tak aby materiał kontrastujący odróżniał się od podłoża. Innymi przykładami są kamienie na piasku czy udeptany śnieg. Dlaczego napisałem, żeby wykorzystać dostępny materiał naturalny? Jeżeli planujemy przemieszczać się dalej, musimy się zastanowić, czy użycie naszego pomarańczowego śpiwora survivalowego czy jedynej folii NRC ma sens ze względu na późniejszą potrzebę użycia. Jeżeli zostajemy w rejonie, możemy rozważyć wykorzystanie przedmiotów do sygnalizowania swojego położenia.
Litery powinny być jak największe, minimum 5x5 m, oraz powinny od razu być sygnałem, który nie jest dziełem przypadku, tylko celowym znakiem ułożonym przez człowieka, np.:
- V – „Wymagana pomoc, potrzebujemy pomocy”.
- X – „Niezdolni do dalszego ruchu”.
Buzzsaw, czyli lightstick na sznurku
Jednym z prostszych przedmiotów do dawania sygnałów, które możemy użyć, jest zastosowanie lightsticka przywiązanego na sznurku. Chodzi o to, że po złamaniu chemicznego źródła światła, należy przywiązać go za pomocą sznurka (sznurówki) i zacząć energicznie kręcić nad sobą na otwartej przestrzeni, aż do momentu, kiedy możemy zostać zauważeni przez statek powietrzny. Możemy drugi koniec sznurka przywiązać do drugiego lightsticka, jeśli posiadamy, lub do patyka – wtedy będzie nam się lepiej kręcić. Ten sygnał możemy użyć przed sobą w kierunku, z którego może nadejść pomoc.
Miałem okazję obserwować ze śmigłowca nadawanie sygnału w nocy. Jest to bardzo charakterystyczny sygnał, na ciemnym tle pojawia się świecące kółko, czyli kształt, który prawie nie występuje w przyrodzie. Należy pamiętać o szczegółach, np. sznurek musi mieć minimum metrowy promień, aby stworzyć przynajmniej dwumetrową średnicę, oraz należy machać na tyle energicznie, aż sami dostrzeżemy okrąg i usłyszymy świst sznurka z lightstickiem przecinający powietrze.
Pirotechnika – ostateczny argument
Sygnały pirotechniczne należą do najbardziej skutecznych środków sygnalizacji. Te wyprodukowane zgodnie z konwencją SOLAS, oprócz instrukcji obsługi w danym języku, mają piktogramy, za pomocą których każdy człowiek intuicyjnie może krok po kroku zastosować w odpowiedni sposób czy to pochodnię ręczną, rakietnice, rakietę na spadochronie czy pławę dymną. Warto choć raz spróbować i użyć pirotechniki, żeby przekonać się do jej skuteczności.
Podczas szkoleń, które prowadzę na wodzie, za każdym razem zgłaszamy odpowiednim służbom i instytucjom użycie ratowniczych sygnałów pirotechnicznych, ponieważ my ćwiczymy, ale ktoś może uznać nasze sygnały za prawdziwe wzywania pomocy – pamiętaj o tym.
Bardzo często stosowane jest połączenie dwa w jednym, czyli pochodni ręcznej (flary) oraz dymu. Jest to idealne połączenie sygnałów, kiedy w dzień stosujemy dym, a w nocy pochodnię ręczną.
Zalety pirotechniki są ogromne:
- bardzo szybka możliwość użycia sygnału,
- bardzo silne światło: od 10 000 cd do 30 000 cd,
- widoczność z dużej odległości,
- natychmiastowe zwrócenie uwagi,
- może posłużyć jako alternatywna metoda rozpalania ognia (pochodnie ręczne, rakietnice).
Należy jednak pamiętać, że pirotechnika wymaga rozsądku:
- grozi poparzeniem,
- może wywołać pożar,
- ma ograniczony czas działania.
- nie należy patrzeć na odpalone środki pirotechniczne.
Dlatego używa się jej wtedy, gdy istnieje realna szansa zauważenia sygnału.
Warto także pamiętać, że wzywając pomoc w miejskiej dżungli, zdecydowanie lepiej krzyczeć, że się pali, niż że potrzebujemy pomocy. Wynika to niestety ze znieczulicy i strachu. Gdy krzyczymy, że jest pożar, większość się zainteresuje, ponieważ może się palić jego samochód lub garaż itp.
Sygnały chemiczne
Ostatnim sygnałem, z którym się spotkałem, to synchronizowanie swojego położenia za pomocą środka barwiącego wodę. Spostrzegawczy widz, który oglądał kultowy film „Top Gun”, zauważy, że w scenie awarii myśliwca, w której ginie jeden z głównych bohaterów, po wodowaniu i unoszeniu się na spadochronach bohaterzy dryfują w wodzie o zabarwieniu turkusowym. Jest to nic innego jak środek barwiący wodę, aby łatwiej można było zlokalizować personel latający w wodzie. Do barwienia wody na jaskrawy, kontrastowy kolor (od seledynowego po turkusowy) w celach sygnalizacyjnych i ratowniczych stosuje się przede wszystkim fluoresceinę sodową (znaną również jako uranina). To podstawowy środek barwiący wykorzystywany w lotnictwie morskim i ratownictwie wodnym. Używana w ratownictwie fluoresceina jest bezpieczna dla środowiska wodnego i nietoksyczna w stężeniach używanych do celów sygnalizacyjnych.
Minimalny zestaw sygnalizacyjny
Dobrze przygotowany i świadomy miłośnik aktywności na świeżym powietrzu powinien mieć przy sobie prosty zestaw umożliwiający wezwanie pomocy niekoniecznie dla siebie, ale dla kogoś, kto będzie tej pomocy potrzebował. Kolejna sprawa to umiejętność prawidłowego użycia sygnałów w odpowiednim momencie oraz nietrzymanie wszystkich elementów w jednej torbie czy na dnie plecaka. Te przedmioty powinny być rozlokowane tak, aby zminimalizować utratę wszystkich elementów, na przykład po stracie plecaka.
A podstawowy zestaw sygnalizacyjny powinien zawierać:
- gwizdek,
- latarkę z zapasowymi bateriami,
- jaskrawy rain cover,
- śpiwór sygnalizacyjny,
- chemiczne światło,
- powerbank,
- lusterko sygnalizacyjne,
- pochodnię ręczną (flarę).
To niewielki ciężar, który może zdecydować o życiu lub śmierci.
Podsumowanie
Survival to nie sztuka romantycznego życia w dziczy. Survival to sztuka powrotu do domu. W prawdziwej sytuacji kryzysowej najważniejsze nie jest to, jak długo człowiek potrafi wytrzymać bez wygód. Najważniejsze jest to, czy zostanie odnaleziony odpowiednio szybko.
Można znać techniki survivalowe, budować schronienia i rozpalać ogień jedną iskrą. Jednak jeśli ratownicy nie będą w stanie zauważyć naszej obecności, wszystkie te umiejętności mogą okazać się niewystarczające.
Zadbaj więc o to, aby być widocznym i ułatwić w razie potrzeby odpowiednim służbom poszukiwanie. Bądź świadomym turystą, eksploratorem, żeglarzem czy po prostu miłośnikiem sztuki przeżycia. Dlatego każdy, kto poważnie myśli o survivalu, powinien pamiętać o jednej zasadzie: Nie wystarczy przetrwać. Trzeba jeszcze dać się odnaleźć.
O autorze
Wojciech Jasewicz sztuką przeżycia zajmuje się od 30 lat. Emerytowany podoficer starszy z dwudziestokilkuletnią wysługą w wojskach desantowo-szturmowych i kawalerii powietrznej, uczestnik kilku misji wojskowych, między innymi w Kosowie, Iraku, Afganistanie, żołnierz aktywnej rezerwy. Po odejściu z zawodowej służby przez trzy lata współtworzył zespół szkolenia SERE w CSWOT w Toruniu. Instruktor survivalu i bushcraftu. W wojsku zaawansowany instruktor SERE i C-IED. Ratownik WOPR, instruktor ratownictwa wodnego. Prowadzi Akademię Przetrwania Wild Joy, która specjalizuje się w organizowaniu szkoleń w środowisku wodnym, miejskim i górskim. Współautor książki „Survivalowe patenty w szkoleniu SERE” (wyd. Bezdroża). Więcej na temat sygnalizacji i wzywania pomocy będzie można przeczytać w książce „Przetrwanie na wodzie”, która niebawem się ukaże.