Noktowizja w praktyce
Noktowizja w praktyce. Fot. Light Fighter Solutions
W artykule przybliżymy praktyczne aspekty użycia noktowizji w środowisku taktycznym. Nie będziemy skupiać się na historii jej powstania czy różnicy w osiągach, ponieważ takowe może opisać każdy teoretyk, a zajmiemy się tym, do czego właściwie żołnierz potrzebuje optoelektroniki i jak może z nią skutecznie działać.
Dlaczego noktowizja?
Na naszej szerokości geograficznej w zależności od pory roku dzień trwa od 7 do nawet 16 godzin podczas doby. Czas ograniczonej widoczności, kiedy człowiek naturalnie chce odpocząć, sprzyja skrytemu działaniu i budowaniu zaskoczenia, a to odpowiednio wykorzystane ma niebagatelny wpływ na powodzenie misji.
Technologia idzie do przodu: drony, miniaturyzacja termowizji i noktowizji do stopnia, gdzie jest ona dostępna praktycznie dla każdego, powodują, że działania nocne są coraz trudniejsze, ale pamiętajmy o tym, że warunki ograniczonej widoczności zawsze nimi pozostaną, a nie jest realne, aby każdy odcinek frontu był pokryty niezawodnymi systemami dozoru, które pod koniec dnia zawsze obsługiwane są w jakiś sposób przez człowieka, naturalnie zmęczonego w nocy.
Tym samym posiadanie noktowizji przez każdego żołnierza jest minimum, jakim powinna dysponować armia NATO, która na poważnie przygotowuje się do konwencjonalnego konfliktu.
Co daje optoelektronika na poziomie indywidualnym? Przede wszystkim pozwala nam poruszać się efektywniej w nocy po obszarach, które po zmroku są „niedostępne”, jak na przykład las czy gruzowiska. Widzenie po zmroku pozwala działać w reżimie światła, dźwięku, poruszając się dużo ciszej niż miałoby to miejsce bez wsparcia technologii. Dzięki zwiększonej świadomości sytuacyjnej, żołnierze widzą pozostałych członków swojego oddziału i mogą zwiększyć odstępy od siebie w szyku, utrudniając pracę przeciwnikowi, i jak za dnia komunikować się niewerbalnie.
Noktowizja pozwala nam nie tylko poruszać się efektywniej, ale też walczyć. Żołnierz w nią wyposażony jest w stanie bardzo szybko wykrywać źródła światła (z nierozważnie odpalonego papierosa, czołówki, ale przede wszystkim strzelającego do niego karabinka) czy ruch. Noktowizor na oku i laserowy wskaźnik celu na karabinku pozwolą nam w nocy efektywniej strzelać z postaw wymuszonych. Oczywiście nawet najlepsza noktowizja nie zastąpi tutaj termowizji, która zdecydowanie króluje w aspekcie wykrywania i rażenia sygnatur cieplnych.
Ostatnim, o czym warto pamiętać, jest fakt, że noktowizory mogą wspomóc dowodzenie w walce. Dowódca za pomocą lasera IR i termowizora jest w stanie szybko wskazywać cele pozostałym członkom pododdziału czy nawet punkty zbiórki lub wejścia do budynku. Oczywiście trzeba pamiętać, że taka taktyka, jak wszystko w trakcie wymiany ogniowej, jest niebezpieczna i może zostać wykryta przez przeciwnika, który również dysponuje sprzętem na podobnym poziomie.
Jak używać noktowizora w praktyce?
Zacznijmy od podstaw. Noktowizor musi być przechowywany w suchym miejscu, do którego nie ma dostępu światło słoneczne, z kapslami ochronnymi na soczewkach po obu stronach. Słońce jest największym „zabójcą” tub i nawet krótki kontakt z nim może spowodować nieodwracalne uszkodzenia w formie czarnych plam przesłaniających obraz. Z nieużywanego noktowizora zawsze wyciągamy baterię. Zapobiega to wylaniu jej i uszkodzeniu drogiej elektroniki.
Teraz ustawiamy noktowizor pod siebie. Kluczowym jest, aby po założeniu i zapięciu fasunku hełmu montaż ustawiał tuby bezpośrednio na linii naszego wzroku. Pamiętajmy, by zostawić miejsce na okulary bądź gogle balistyczne i móc komfortowo spojrzeć spod tub. Sam montaż warto usztywnić używając odciągów (gum wychodzących z bocznych szyn montowanych na większości hełmów typu highcut) bądź po prostu za pomocą gumek spadochronowych. Pamiętajmy, żeby pozostawał on na linii naszego wzroku w trakcie poruszania się.
Aby hełm nie opadał nam na oczy, konieczne jest korzystanie z przeciwwag – małych ciężarków mocowanych z tyłu hełmu, które balansują wagę optoelektroniki z przodu. Bez nich bardzo ciężko komfortowo działać w takim zestawie przez całą noc.
Po zakończeniu konfiguracji przywiązujemy noktowizor do hełmu. Należy zadbać, by w razie uszkodzenia montażu bądź, co dużo bardziej prawdopodobne, przypadkowego jego wypięcia, nie stracić urządzenia.
Powyższe to podstawowe, co musimy zrobić z noktowizorem po tym, jak stanie się nasz. Aby przygotować urządzenie do zadania, powinniśmy:
Sprawdzić manualnie wszystkie pokrętła i przyciski, upewniając się, że wszystko działa i nic nie jest uszkodzone. Następnie w miarę możliwości wymieniamy baterie na nowe, a ich zmianę umieszczamy w mundurze. Oczywiście, szczególnie w piechocie i „życiu z własnego plecaka” nie zawsze jest możliwe wyjście na zadanie z w pełni naładowanym sprzętem, jednakże noktowizory najczęściej są w stanie działać kilka nocy na tym samym komplecie baterii. Wyjątkiem są kierowcy – w ich przypadku bateria noktowizora zawsze powinna być w pełni naładowana.
Należy wytrzeć do czysta mikrofibrą wszelkie soczewki, a następnie pokryć je antifogiem. Jest to konieczne, aby nasze urządzenie nie parowało, pozbawiając nas możliwości obserwacji otoczenia. Trzeba pamiętać, że sporo noktowizorów ma gumy, które w założeniu mają ograniczać światło tub padające na twarz użytkownika, ale używane bardzo zwiększają parowanie. Zawsze podwijamy je bądź całkowicie demontujemy.
Podczas zadania w trakcie dnia noktowizor przenosimy w usztywnionym cargo na boku kamizelki bądź pasa. Jak wspomnieliśmy, unikamy jego kontaktu z promieniami słonecznymi – jeżeli w ciągu dnia musimy przenosić go na hełmie (np. przez częste wejścia do ciemnych budynków), to używamy tak zwanych daycapów, czyli osłon z przodu z minimalnymi otworami na środku. Najlepiej jednak mieć go ściągniętego w ciągu dnia, szczególnie w działaniach długotrwałych, by nie męczyć karku i chronić sprzęt przed uszkodzeniem. Część osób doradza noszenie noktowizora w plecaku, jednak biorąc pod uwagę ważność tego elementu ekwipunku (umożliwienie nam działania po zmroku) jego miejsce zawsze powinno znaleźć się w naszej kamizelce. Blisko zmroku zakładam czołówkę na szyję i wpinam ramię noktowizora w uchwyt na hełmie, a w czasie zmroku dopinam urządzenie.
Mając monokular (czyli jedną tubę na jednym oku) podczas zadania, ustawiam go na oku wiodącym – jeśli strzelam głównie z kolimatora i lasera, bądź na wspierającym – gdy strzelam z lunety lub celownika termowizyjnego. Najwygodniej mieć tak zwany montaż artykulujący (z angielskiego: articulating), który pozwala przenieść tuby na bok od linii wzroku, nie podnosząc ich do góry. Takie rozwiązanie pozwala dużo wygodniej celować z lunet (standardowych i termowizyjnych) i utrzymać niski profil urządzenia na hełmie.
Jeżeli używamy celownika kolimatorowego albo holograficznego na karabinku, ważne, aby dało się go skrajnie wygasić, a najlepiej przełączyć w tryb noktowizyjny. Zbyt jasny znak celowniczy może nas oślepiać i nie pozwalać skoncentrować się na celu, szczególnie w bardzo ciemnych warunkach oświetleniowych.
Konieczne jest radykalne przestrzeganie dyscypliny światła i zabezpieczenie latarek oraz laserów przed przypadkowym odpaleniem, najlepiej z włącznikami z przyciskiem i z koronką (osłoną dookoła), nie używając włączników żelowych (na kablu). Jeżeli chodzi o czołówkę, to używamy tylko czerwonego światła (nie dlatego, że wbrew obiegowej opinii, trudniej je dostrzec, ale dlatego, że oko szybciej akomoduje się po oświetleniu nim znów do warunków nocnych), koniecznie pod przykryciem i w zagłębieniu terenowym. Doświetlacza IR również używamy oszczędnie, najlepiej możliwie wcale i tylko na wyraźny rozkaz dowódcy. Nie palimy e- czy zwykłych papierosów, a w sytuacji innej niż ekstremalnej ognia. Jeżeli używam telefonu, to tylko w wygaszonym trybie, podobnie jak czołówki, najlepiej pod przykryciem, najlepiej w zagłębieniu terenowym. W przypadku telefonu, szczególnie cywilnego, chowamy go do kydeksowego futerału. Telefon samoistnie emituje światło IR (kamera, faceID), które przebija się nawet schowane w kieszeni bądź ładownicy z cordury.
Pamiętamy, że noktowizja „zaledwie” pozwala widzieć w nocy. Jeżeli ktoś jest dobrze schowany przed obserwacją dzienną, to i za pomocą noktowizora również nie zostanie wykryty. Lukę tę wypełnia termowizja.
Jak działać w samej noktowizji? Przede wszystkim musimy pamiętać, że noktowizor ostrzy obraz na blisko albo na daleko. 90% czasu będziemy używać ostrości „dalekiej”, tym samym niewyraźnie będziemy widzieć wszelkie przedmioty na wyciągnięcie ręki. Musimy pamiętać o tym, kiedy się poruszamy i z wyprzedzeniem omijać wszelkie zakrzaczenia czy wystające elementy budynków. Nogi podnosimy stosunkowo wyżej niż w dzień, jedną stopę podrywamy dopiero, gdy pewnie stoimy na drugiej. Na świat patrzymy przez szerokość rurki papieru toaletowego, dlatego bardzo istotne jest stałe i metodyczne skanowanie otoczenia.
Idę powoli – ciągła pętla: patrzę pod nogi, patrzę przed siebie, patrzę w sektor, patrzę do tyłu. Należy zwrócić uwagę na swoje miejsce w szyku, odwracamy się częściej w nocy, najlepiej łapiąc kontakt wzrokowy z osobami za nami. Przez cały czas przemieszczania się bezwzględnie muszę widzieć człowieka przede mną i za mną – zatrzymuję się, jeśli nie ma ludzi za mną, idę takim samym tempem, jeśli nie ma ludzi przede mną. Nawiązuję z nimi kontakt radiowy (jeśli mam taką możliwość), zgłaszam sytuację dowódcy, jeśli nie mam. Będąc w szyku przekazuję znaki niewerbalne, ale muszę mieć pewność, że wiem, co przekazuję.
W walce staram się celować pasywnie (kolimator, termowizor), a jeżeli nie mam takiej możliwości (wymuszona postawa, uszkodzony celownik, brak doświetlenia celu), celuję aktywnie (laser), po czym zmieniam stanowisko. Mój dowódca laserem koordynuje ogień, laserem przy wsparciu radia wskazuje konkretne punkty do zajęcia, jeżeli się rozproszymy (po kontakcie z przeciwnikiem), „lassem” z lasera koordynuje powrót.
Najczęściej popełniane błędy
Przede wszystkim największym błędem w kontekście działania w noktowizji jest nieposiadanie jej. Biorąc pod uwagę, że oddziały potencjalnego przeciwnika są nasycone takim sprzętem w różnym stopniu, powinniśmy dążyć do maksymalnego nasycenia naszych, by móc wykorzystać przewagę, jaką daje noc.
Drugi błąd jest pokłosiem tego pierwszego, czyli brak treningu. Działanie w noktowizji jest typową dyscypliną: „easy to learn, hard to master”. Niemniej nie można oczekiwać, że żołnierz będzie wiedział, jak się z nią poruszać pierwszy raz, gdy założy ją na głowę. Minimum to kilkadziesiąt godzin, aby negatywnie nie wyróżniać się na tle większej grupy.
Kolejnym problemem, który bezpośrednio wynika z powyższych, jest brak dobrze skonfigurowanych hełmów. Stwierdzić to można w sekundę, widząc urządzenie nieprzywiązane do hełmu i brak przeciwwag. Problemem może być również źle dopasowany hełm – poduszki znacząco podnoszące hełm bądź za ciasny fasunek uniemożliwiający mówienie. W drugą stronę zdarzają się też żołnierze, którzy przenoszą na swoim hełmie zbyt dużo gadżetów sprawiając, że po kilku godzinach działania ciężko utrzymać go na karku.
Kolejnymi problemami są wspomniane już wcześniej bezrefleksyjne używanie światła czerwonego i IR, jako „niewidzialnego”. Niemniej trzeba też pamiętać, że w drugą stronę – nieużywanie go nigdy, bo „to niebezpieczne”, również nie jest właściwym podejściem i pozbawi nas świadomości sytuacyjnej w naprawdę ciemnych przestrzeniach.
Z dyscypliną światła związany jest też popularny błąd robiony przez początkujących żołnierzy. Jeżeli podnosisz noktowizor do góry i jest on włączony, to w stronę potencjalnego obserwatora zwrócone są twoje soczewki, na których jasno wyświetla się obraz z tub. Tak zwane królicze oczy w łatwy sposób demaskują żołnierza.
Pamiętać trzeba, że noc to nie tylko noktowizja, aby oddział był naprawdę skuteczny w walce, musi zostać użyta również termowizja, która wykrywa cele, zamaskowane przed obserwacją noktowizyjną.
Dzięki noktowizji widzimy w ciemności, ale nie stajemy się niewidzialni. Uważny obserwator, nawet pozbawiony wsparcia optoelektroniki, może usłyszeć bądź zobaczyć ruch, a następnie doświetlić przedpole zwyczajną latarką, demaskując żołnierza. Dlatego konieczne jest przestrzeganie wszystkich zasad kamuflowania, tak samo gdyby był to dzień.
Jeżeli podchodzisz poważnie do przygotowań na trudne czasy czy zwiększenia potencjału obronnościowego swojego kraju, to jednym z elementów powinna być noktowizja, a szerzej możliwość działania w nocy. Żołnierz, który nią dysponuje, uzyskuje przewagę, a każda taka po stronie przeciwnika zostanie przez niego bezlitośnie wykorzystana.