Fallschirmjäger Division – SS FJ Btl 500/600 – część 3
Lądowanie II rzutu spadochroniarzy pod Drvarem – 318 SS-manów dowodzonych przez SS-Hstuf Josefa Obermeiera. Fot. http://www.balkanhistory.com/
Operacja Rösselsprung cd.Ostatnia faza przygotowań operacji Rösselsprung rozpoczęła się 21 maja. Pododdziały SS FJ Btl 500 stopniowo zostały przerzucone z Mataruskiej Banji do Zrenjanin, Banja Luki i Zagrzebia. Dla niepoznaki batalion poruszał się w mundurach Wehrmachtu a wyposażenie , zwłaszcza spadochroniarskie wydano im dopiero w miejscach docelowych. Tuż przed wylotem poszczególnych grup, SS-Hstuf Rybka odczytał rozkaz, w którym jako główny cel operacji podkreślono pojmanie lub likwidacja Josipa Broz Tito.
Zobacz także
OBUV-ŠPECIÁL, spol. s r.o. Test obuwia taktycznego BOSP Taras Low
BOSP to słowacka firma z długą historią sięgającą lat 50. ubiegłego wieku. Obecnie specjalizuje się w produkcji obuwia trekkingowego oraz taktycznego, głównie dla jednostek bezpieczeństwa – straży pożarnej,...
BOSP to słowacka firma z długą historią sięgającą lat 50. ubiegłego wieku. Obecnie specjalizuje się w produkcji obuwia trekkingowego oraz taktycznego, głównie dla jednostek bezpieczeństwa – straży pożarnej, policji, wojska, a także osób cywilnych, ceniących solidne wykonanie i wygodę. Do testu wybrałem model obuwia Taras Low w kolorze czarnym. Według producenta model ten spełnia wymagania obuwia taktycznego, całorocznego. Specyfika budowy i lekkość butów ma zapewnić wysoki komfort użytkowania.
Militaria.pl Retraktory Gear Keeper – dlaczego coraz częściej zastępują klasyczne smycze taktyczne?
Utrata latarki, noża, radia czy kluczy podczas działań terenowych może oznaczać nie tylko dodatkowe koszty, ale również utratę cennego czasu. Z tego powodu coraz większą popularność zdobywają retraktory,...
Utrata latarki, noża, radia czy kluczy podczas działań terenowych może oznaczać nie tylko dodatkowe koszty, ale również utratę cennego czasu. Z tego powodu coraz większą popularność zdobywają retraktory, czyli automatyczne smycze taktyczne wyposażone w mechanizm zwijający. Rozwiązanie od lat wykorzystywane przez służby mundurowe, ratowników i strzelców sportowych znajduje zastosowanie wszędzie tam, gdzie liczy się szybki dostęp do wyposażenia bez ryzyka jego zgubienia.
Sejf Zone Przechowywanie broni po uzyskaniu pozwolenia – co mówi prawo i jak wybrać właściwy sprzęt
Pozwolenie na broń w kieszeni – i co dalej? Wielu nowych posiadaczy broni jest zaskoczonych tym, że sam dokument to dopiero początek obowiązków. Równie ważne jak procedura administracyjna jest właściwe...
Pozwolenie na broń w kieszeni – i co dalej? Wielu nowych posiadaczy broni jest zaskoczonych tym, że sam dokument to dopiero początek obowiązków. Równie ważne jak procedura administracyjna jest właściwe przechowanie broni – i to nie jako kwestia dobrego smaku, lecz wymóg wprost wynikający z przepisów. Zanim pierwsza sztuka trafi do domu, powinna tam stać już właściwa szafa na broń S1.
Wraz z uzyskaniem informacji co do miejsca jego pobytu, wszystkie grupy znajdujące się w pobliżu miały traktować to zadanie priorytetowo i z bezwzględnym pierwszeństwem. 25 maja 1944 roku około godziny 5:00 samoloty Luftwaffe rozpoczęły nalot na Drvar i okolice, w celu zlikwidowania obrony przeciwlotniczej i dezorganizacji obrony naziemnej. Jednak dzięki doskonale przygotowanym stanowiskom skutek tych działań „zmiękczających” był niewielki. Tuż przed godziną 7:00 pierwsi spadochroniarze SS-Hstuf. Rybka wylądowali w wyznaczonych strefach i sprawnie zabezpieczyli lądowiska dla szybowców. Jednak na tym kończy się efekt zaskoczenia. Kolejno podchodzące do lądowania szybowce napotkały silny ogień z broni maszynowej jugosłowiańskich obrońców. Trzy z nich uległo zniszczeniu jeszcze w trakcie lądowania. Poskutkowało to między innymi utratą cennego wyposażenia oraz przede wszystkim śmiercią części SS-manów jeszcze przed rozpoczęciem walki. Ewakuacja rozbitych szybowców odbyła się pod nieustannym ogniem Jugosłowian, którego spadochroniarze nie potrafili zdusić. Partyzanci posiadali w tym rejonie nie tylko rozlokowane w sposób przemyślany stanowiska ogniowe, było one również doskonale okopane.
Wobec takiego rozwoju wydarzeń, SS-Hstuf. Rybka zorganizował swoich ludzi, tworząc linie obronne wokół lądowiska- tymczasowego centrum dowodzenia (prawdopodobnie w pobliżu drvarskiego cmentarza) i rozkazał poszczególnym oddziałom przystąpić do realizacji wyznaczonych zadań. Sam moment lądowania poszczególnych komponentów SS FJ Btl 500 wymaga krótkiej dygresji. W opracowaniach charakteryzujących operację Rösselsprung można spotkać wzmiankę o lądowaniu szybowców przed spadochroniarzami. Jako uwiarygodnienie takiego twierdzenia wskazuje się zdjęcia z Drvaru, na których wyraźnie widać znajdujące się na ziemi szybowce i czasze opadających spadochronów na niebie. Jednak, nie można wkluczyć, że zdjęcie traktowane jako dowód takiego przebiegu zdarzeń zostało wykonane podczas lądowania II rzutu. W takiej sytuacji, o ile samo zdjęcie nie budzi kontrowersji, to kolejność lądowania jest fałszywie zinterpretowana. Za pierwotnym lądowaniem oddziałów spadochronowych Fallschirmjäger przemawiają również wcześniejsze doświadczenia tego typu oddziałów. Zarówno w Danii, jak i na Krecie to właśnie spadochroniarze zabezpieczali strefy lądowania szybowców. Nie ma więc mocnych przesłanek przemawiających za odrzuceniem tych doświadczeń i przyjęcie odmiennej kolejności desantu, która narażała wszystkie oddziały tylko na większe straty.
Wracając jednak do przebiegu operacji Rösselsprung, pierwsza część działań została przeprowadzona bez większych problemów. Do godziny 9:00 grupy Rot, Blau i Grün opanowały miasto, które mieszkańcy w większości opuścili wraz z początkiem przeprowadzonego wcześniej nalotu. Sukces pierwszej fazy działań okupiony został jednakże stratami w ludziach, których nie miał kto zastąpić. Najcięższe walki stoczono o budynki Komitetu Rejonowego Komunistycznej Ligii Młodzieży oraz stacji radiowej. Partyzanci bronili się w nich do samego końca. Poważnym problemem okazali się również snajperzy, których SS-mani sukcesywnie likwidowali, płacąc za to kolejnymi rannymi i zabitymi. Wraz z realizowaniem wyznaczonych zadań i zabezpieczeniem pozycji, główna grupa - Panther przystąpiła do wykonania najważniejszej części operacji – ataku na siedzibę Tito. W tym momencie dały o sobie znać skutki rywalizacji pomiędzy poszczególnymi komórkami wywiadu. Opracowując szczegóły operacji Rösslesprung SS-Hstuf. Rybka otrzymał dane wywiadowcze jedynie z Sicherheitdienst (SD). Zarówno Abwehra – wywiad Wehrmachtu, jak i oddział specjalny „Benesch” z Dywizji Brandenburgia, dysponujący własnymi danymi nie przekazały ich w pełni SS FJ Btl 500 (taka sytuacja może wywołać zdziwienie wobec udziału ludzi z Dywizji Brandenburg w operacji).Pociągnęło to za sobą błędną ocenę terenu i sytuacji, oraz atak SS-manów w „ciemno”, gdyż nie do końca byli pewni gdzie zlokalizowane jest wejście do partyzanckiego sztabu.
Natarcie podjęte przez oddziały SS spotkało się w pierwszym momencie z silnym oporem ze strony batalionu chroniącego marszałka. Niemcy odczuli również brak ciężkiego uzbrojenia, wprawdzie dysponowali kilkoma Leichtgeschütze 40 (LG-40 – działo bezodrzutowe), które jednak znajdowały się w tym momencie w innych rejonach Drvaru. Tuż po godzinie 9, SS-Hstuf Rybka poprosił drogą radiową o wsparcie lotnicze, jednak ze względu na bliskość pozycji walczących stron było to zbyt ryzykowne i do nalotu nie doszło. Warto wspomnieć, że już w pierwszych chwilach walki osoba nr 1 – Josip Broz Tito ewakuował się z jaskini. Pierwszy atak na partyzanckie centrum dowodzenia doprowadził SS-manów na 50 metrów od obiektu ataku, okupili to jednak wysokimi stratami, a sam atak załamał się po około 45 minutach. Dodatkowo niemieccy spadochroniarze musieli uporać się z ostrzałem z flanki prowadzonym przez oddział kadetów i stopniowo napływających wraz z upływem czasu kolejnych oddziałów partyzantów (zwłaszcza z DP „Proletariacka”). Pomimo pogarszającej się sytuacji dowódca SS-manów wydał rozkaz ponownego ataku na wejście do jaskini. Zdawał sobie bowiem doskonale sprawę z każdą minutą obrona będzie się nasilać i umacniać. Dlatego bezpośrednio przed atakiem, czerwoną rakietą zasygnalizował wszystkim oddziałom znajdującym się w okolicy rozkaz wsparcia działań grupy Panther (do szturmu dołączyły grupy odpowiedzialne za neutralizację alianckich misji wojskowych). Prawdopodobnie ten atak odbywał się już przy wsparciu drugiego rzutu spadochroniarzy (318 SS-manów) pod dowództwem SS-Hstuf Josef’a Obermaier’a, którzy z dużymi stratami wylądowali tuż przed godziną 12:00. Kolejny szturm doprowadził ostatecznie do zdobycia siedziby sztabu Tito. Spadochroniarze z SS osiągnęli wyznaczony cel, jednak nie było już tam nikogo, a ich jedynym łupem padł galowy mundur jugosłowiańskiego dowódcy, prezent na świętowane dzień wcześniej urodziny. Podczas tego szturmu dowodzący akcją spadochroniarzy SS-Hauptsturmführer Kurt Rybka odniósł groźne rany w skutek wybuchu granatu. Dowództwo nad niedobitkami grupy szturmowej objął wówczas SS-Hauptsturmführer Bentrup zarządzając równocześnie odwrót w kierunku cmentarza. Niemieccy spadochroniarze zajęli na nim pozycje obronne z zamiarem przetrwania do momentu przybycia sił głównych.
W tym czasie do centrum dowodzenia operacją Rösselsprung w Zagrzebiu dotarł radiogram z SS FJ Btl 500 informujący o trudnym położeniu spadochroniarzy, braku zaopatrzenia, w szczególności amunicji i środków medycznych oraz o wzmagających się atakach partyzantów. Około godziny 16:00 nacierające oddziały partyzanckie – przede wszystkim z 1. „Proletariackiej” Dywizji Piechoty oraz 3. DP i 6. DP zaczęły domykać okrążenie wokół broniących się na cmentarzu Niemców. Dwie godziny później obok niemieckich pozycji wylądował Fieseler Fi 156 Storch, który według jednych materiałów oczekiwał na transport pojmanego Tito, według innych został wezwany drogą radiową do transportu rannego dowódcy. W każdym razie SS-Hstuf Rybka opuścił Drvar i trafił do szpitala w Pradze. Tym czasem sytuacja na polu walki pogarszała się z każdą kolejną godziną i stała się krytyczna wraz z nadejściem zmierzchu. Zachód słońca przerwał aktywność Luftwaffe a SS-mani pozostali zdani tylko na siebie. W trakcie zaciętych, nocnych walk, jugosłowiańskim partyzantom udało się kilkukrotnie przełamać niemieckie linie obrony i wedrzeć na cmentarz. Jednak za każdym razem desperackie kontrataki niemieckich spadochroniarzy likwidowały zagrożenie. Sytuacja obrońców poprawiła się dopiero wraz z nadejściem świtu. Około 4:30 partyzanci przerwali atak na drvarski cmentarz i wycofali się w obawie przed niemieckim lotnictwem. Około 6:00 pojawiły się pierwsze Ju 87 oraz podążające w ślad za nimi transportowcami z tak potrzebnym zaopatrzeniem, które dokonały zrzutu w godzinę po pierwszym nalocie. Świt przyniósł również inną, ważną i pomyślną wiadomość dla broniących się niemieckich oddziałów. Udało się nawiązać łączność radiową z batalionem rozpoznawczym (prawdopodobnie Grenadier Kampfgruppe „Willan” z 373. Chorwackiej Dywizji Piechoty), który z trudem, jednak nieustannie przebijał się w kierunku Drvaru. Ostatecznie kwadrans przed godziną 13:00 oddziały z 92. pułku grenadierów (luba jak podają inne opracowania – z 7. Ochotniczej Dywizji Górskiej SS „Prinz Eugen”) dotarli do spadochroniarzy SS. Większość oddziałów poruszających się w pięciu zmotoryzowanych kolumnach dotarło do rejonu ześrodkowania w późnych godzinach popołudniowych. Następnie teren wokół Drvaru został oczyszczony z partyzantów a działania SS FJ Btl 500 w ramach operacji Rösselsprung zakończyły się.