De 4Daagse - największe ćwiczenia rezerwy holenderskiej za nami
De 4Daagse - największe ćwiczenia rezerwy holenderskiej za nami. Fot. Radosław Tyślewicz
106.edycja The Walk of the World, po raz drugi z udziałem kontyngentów wojskowych z Polski, wystawionych przez Akademię Marynarki Wojennej z Gdyni oraz 10.BOT z Kielc. Kolejny raz dystans 160 km w pełnym umundurowaniu, z regulaminowym obciążeniem oraz w limitach czasu został nagrodzony medalami indywidualnymi i drużynowymi! Punktem stacjonowania dla kontyngentów wojskowych był obóz Kamp Heumensoord. Tegoroczna edycja marszu przypadała w 80. rocznicę operacji Market Garden.
Organizowany od ponad 100 lat coroczny marsz De 4Daagse z limitem uczestników 47 tys. osób to jednocześnie największe ćwiczenia rezerwy w Niderlandach zapoczątkowane jeszcze w 1909 roku. Aktualnie to również element ćwiczeń obronnych weryfikujących przygotowanie elementu militarnego i cywilnego oraz obecności obcych wojsk w ramach tzw. HNS (Host Nation Suport) i promocji współpracy międzynarodowej.
Podczas czterech dni marszowych uczestnicy werbujący się z całego świata pokonują w limicie czasu dystans 200, 160 lub 120 km, w zależności od kategorii wiekowej i statusu militarnego lub cywilnego. W przypadku kontyngentów wojskowych w zakończonej edycji wzięło udział łącznie sześć tysięcy żołnierzy z 34 państw (głównie NATO). Pozostałe blisko 38 tysięcy maszerujących stanowili cywile reprezentujący łącznie 67 krajów! Mordercze cztery dni forsownych marszów i przeprawy pontonowej wyeliminowały z trasy w tym roku 3,8 tysiąca uczestników.
Ci uczestnicy, którzy dotarli do mety pomimo pęcherzy i odparzeń stóp, otrzymali indywidualne medale Kruis voor betoonde marsvaardigheid, nazywane „Krzyżem za wykazane umiejętności marszowe”, nadawany przez Królewskie Holenderskie Stowarzyszenie Wychowania Fizycznego. Kontyngenty wojskowe i drużyny o minimalnej liczbie 11 uczestników mogły również zdobyć medal drużynowy Groepsmedaille van der Vierdaagse, przyznawany tylko drużynom, które ukończyły marsz w regulaminowych limitach czasu, a ich stan osobowy nie uszczuplił się do poziomu poniżej limitu 11 członków.
W tegorocznym marszu Polskę reprezentowały dwa tzw. Small Military Contingent – jeden wystawiony jak w roku poprzednim przez Akademię Marynarki Wojennej wspartą podchorążymi z Akademii Wojsk Lądowych i jednym podoficerem Żandarmerii Wojskowej (łącznie 22 os.) oraz, po raz pierwszy, 16-osobowa drużyna WOT – 10.BOT z Kielc. Po blisko 29 latach nieobecności na tym wydarzeniu Polska ponownie zaznaczyła swoją obecność. Ostatni potwierdzony udział polskiej grupy miał miejsce w 1992 roku (został opisany w magazynie „Komandos”, w art. pt. „Komandosi z lilijką. Marsze w Nijmegen”. Ponadto według obozowej izby pamięci marszu, między rokiem 1991 a 1995 była drużyna składająca się z żołnierzy jednostek powietrznodesantowych i obrony wybrzeża, o czym świadczą pozostawione plakietki bordowych i niebieskich beretów.
Oficjalną inaugurację marszu poprzedziła uroczysta parada flag z udziałem tych państw, które wystawiły co najmniej małe kontyngenty wojskowe. Parada odbyła się w niedzielę
i wiodła historycznym centrum miasta Nijmegen wczesnym popołudniem w towarzystwie tysięcy entuzjastycznie nastawionych do maszerujących mieszkańców. W tym roku komentujący przemarsz prezenter na trybunie głównej otrzymał szalik polskiego kibica, co zaowocowało euforycznym powitaniem polskiej reprezentacji przez tłum. W szaliki na czas kulminacji parady wyposażeni byli wszyscy członkowie drużyny AMW, co również zostało zauważone.
Historia marszu z medalem królowej Wilhelmy
Holenderski marsz, aktualnie największa tego typu impreza na świecie, ograniczająca liczbę uczestników do 47 tysięcy (bo chętnych jest co roku więcej) organizowana jest od 1909 roku! Marsz ten jest do tego bardzo mocno zakorzeniony w holenderskim społeczeństwie, w którym panuje nieoficjalny „przymus” udziału i ukończenia go co najmniej raz w życiu! Tradycja „marszowania” ma oczywiście swój militarny rodowód i tego typu event służy przede wszystkim mobilizacji i utrzymaniu mas ludzkich (rezerw) w stanie zdatnym do przemieszczania się na pole bitwy.
Tu dochodzimy do głównej idei przyświecającej i pieczołowicie pielęgnowanej w ramach De 4 Daagse. Marsz trwa 4 dni, co ma nauczyć uczestników umiejętności rozkładania sił oraz przyzwyczaić organizm do długotrwałego wysiłku przy jednoczesnym zachowaniu zdolności do walki. To coś zupełnie innego w sferze mentalnej niż marsze 24-godzinne czy biegi i ultramaratony, w tym te militarne, popularne w Polsce. W przypadku 4Daagse inicjatywa ta została od razu wsparta autorytetem rodziny królewskiej. Od 1909 roku uczestnicy, którzy ukończą 4-dniowe wyzwanie marszowe w limicie czasu, otrzymują oficjalne odznaczenie – medal Vierdaagsekruis. 26 października 1909 roku królowa Wilhelmina udzieliła żołnierzom szeregowym piechoty morskiej zgody na noszenie krzyża na mundurze w specjalnym dekrecie królewskim, a w 1928 roku przywilej ten objął cały personel wojskowy.
Rywalizacja pododdziałów, równie ważna z wojskowego punktu widzenia co indywidualne przygotowanie żołnierza, została dostrzeżona również dość szybko. Już w 1913 roku ustanowiono wysiłkiem Królewskiego Holenderskiego Stowarzyszenia Wychowania Fizycznego medal drużynowy Groepsmedaille van der Vierdaagse. Kluczem do rozwoju tego wydarzenia realizowanego w okolicach Nijmegen i Arnhem okazało się, poza systematycznością organizacji kolejnych edycji, również umiędzynarodowienie i otwarcie wydarzenia na uczestników cywilnych. Aktualnie to przedstawiciele innych krajów i cywile stanowią większą część uczestników. Marsz w całej swojej historii był przerwany tylko czterokrotnie, w okresie I i II wojny światowej, w 1998 roku z powodu śmierci jednego z uczestników oraz w okresie pandemii COVID-19. Systematycznie jednak odnotowuje się przypadki hospitalizacji uczestników w wyniku przegrzania, nadmiernego wysiłku lub odwodnienia.
Zasady kwalifikacji – trudna droga zapisów
W tym roku zapisy dla kontyngentów wojskowych zostały zorganizowane według nowych zasad. Tu warto zaznaczyć, że De 4Daagse oferuje 4 rodzaje tras w zależności od wieku i statusu uczestnika, ale tylko cywilom, żołnierze maszerują tylko na dystansie 160 km w umundurowaniu i z obciążeniem. Cywilny dystans 200 km pokonuje się indywidualnie i bez obciążenia, i jest on rekomendowany dla osób w przedziale wiekowym 19–48 lat.
Dystans cywilny 160 km, również bez obciążenia, obowiązuje dla wieku do 16 i powyżej 61 lat. Pomyślano również o seniorach i nieletnich, dla których jest przeznaczony dystans 120 km – również bez obciążenia. Wojsko nie ma wyboru – idzie na 160 km w umundurowaniu i z obciążeniem min. 10 kg (obciążenie obowiązuje do 49. roku życia). To jednak dopiero początek drogi obowiązującej przy zapisach! Kluczowe są zasady samej rejestracji, która składa się z „okien czasowych”, w które trzeba się wpasować.
Proces zapisów startuje w lutym i trwa do końca marca, a w przypadku wojska trwa do wyczerpania limitów. Zasady są proste, pierwszeństwo w zapisach mają te osoby, które wystartowały i ukończyły marsz w roku poprzednim. Kolejne okno czasowe jest dla osób, które kiedykolwiek wzięły udział w marszu i go ukończyły. Dopiero na końcu, z puli miejsc, które zostaną, losowane są osoby, które na marsz zgłaszają się po raz pierwszy. Dlatego dość trudno jest się zakwalifikować do udziału jako „nowicjusz”, a tym bardziej z gronem swoich kumpli. Najłatwiej mają kontyngenty wojskowe. Tu obowiązują inne zasady. Co roku reprezentacja wojskowa danego kraju nie może przekraczać 100 osób łącznie.
Zapisy trwają do wyczerpania limitu miejsc i nie ma losowania dla nowicjuszy. Są za to dodatkowe zobowiązania – konieczny status żołnierza lub rezerwisty, start w umundurowaniu swojego kraju jako drużyna lub indywidualnie, płatne zakwaterowanie w podobozie wojskowym na czas wydarzenia. W tym roku zapisy dla wojska zakończyły się już w połowie marca! Koszt w przeliczeniu na jedną osobę za udział żołnierza razem z zakwaterowaniem i wyżywieniem wyniósł 435 euro, nie licząc kosztów przejazdu.
Camp Heumensoord – hełm na butach
Podobóz dla kontyngentów wojskowych zlokalizowany jest ok 5,5 km od centrum Nijmegen w lesie, który na co dzień stanowi park rekreacyjny oraz rejon ujęcia wody dla miasta. Raz w roku stawiane są tu namioty i całe zaplecze sanitarne i gastronomiczne przez holenderską armię w celu zabezpieczenia wojskowej części marszu. Brama główna stanowi również symbol tego miejsca uwidaczniany na koszulkach i pamiątkowych medalach okolicznościowych, zbudowana jest z dwóch gigantycznych butów wojskowych, na których umieszczony jest hełm.
Nie brakuje również kawiarni i namiotu z dyskoteką! Na miejscu dostępny test też punkt medyczny oraz punkt dystrybucji butów głównego sponsora marszu – firmy LOWA. Cały teren podzielony jest na rejony pomiędzy duże kontyngenty zajmujące całe kwartały namiotów, do których zaliczają się Holendrzy, Duńczycy (razem z Norwegami i Szwedami), Brytyjczycy, Amerykanie, Francuzi i Niemcy oraz jednego rejonu, gdzie umieszczane są małe kontyngenty poniżej 16 osób oraz indywidualni uczestnicy wojskowi.
Polowe sanitariaty i prysznice w bardzo przyzwoitym standardzie (nie typu toy-toy). Wszystkie drogi wewnątrz obozu ze względu na gliniaste podłoże wysypane są żwirem lub w miejscach transportu kołowego specjalnymi, wielokątnymi płytami aluminiowymi. Do tego warto wspomnieć o sporej hali jadalni głównej z czterema ciągami wydawania posiłków oraz najważniejszym elemencie tego obozu – bramie głównej, stanowiącej odwzorowanie wojskowych butów jako filarów bocznych oraz hełmu stojącego na nich. Przez tę bramę wszyscy uczestnicy, codziennie, w milczeniu, przy dźwiękach orkiestry wychodzą na marsz i tą samą bramą wracają na spoczynek.
Całość obozu dopina ogrodzenie, warty z bronią oraz elektroniczny system rejestracji wejścia i wyjścia za pomocą imiennej plastikowej karty z chip-em. Przy wjeździe na teren wartownicy bardzo ochoczo informują o zasadach ruchu, który na całym terenie jest jednokierunkowy. Pojazdy samochodowe nie mogą parkować na terenie obozu ze względów ww. ujęcia wody i po rozładowaniu sprzętu i uczestników odstawia się je na teren innej jednostki wojskowej, oddalonej o ok. 20 min jazdy, skąd kierowcy są do obozu przywożeniu autobusami – brzmi skomplikowanie, ale w praktyce wszystko działa jak w zegarku i nie należy kombinować z alternatywnymi rozwiązaniami, np. parkowaniem na najbliższym osiedlu, ponieważ auto jest wtedy niestrzeżone, a z obozu do „cywilizacji” jest ok 1,8 km w jedną stronę, co skutecznie zniechęca do wypraw do auta, szczególnie w dni marszowe.
Wymarsz każdego dnia odbywa się w ściśle określonej kolejności. W tym roku zmodyfikowano porządek wymarszów porannych. Wychodziły na przemian duże kontyngenty wojskowe i małe, w kolejności według której się zgłosiły na marsz (pierwszy dzień) lub w jakiej ukończyły poprzedni dzień marszowy (drugi, trzeci i czwarty). Pobudka dla wszystkich odbywała się o 3:30 sławnym sygnałem Wake Up Call Heumensoord (do odnalezienia na YT).
Porannemu wyjściu zawsze towarzyszy muzyka grana przez orkiestrę wojskową, a z trybuny honorowej w okolicach bramy głównej żegnają wychodzących żołnierzy wyznaczeni na dany dzień oficerowie z różnych państw w stopniach od pułkownika do generała. Porządku kolejności wyjścia pilnują wyznaczeni do tego celu podoficerowie, na co dzień odpowiadający za porządek i codzienny briefing w danej części obozu. Kluczem jest w ciągu doby dopilnować dwóch godzin – stawiennictwa na drodze do wyjścia oraz popołudniowej odprawy. Na odprawie podana jest godzina wyjścia, która wskutek ubywania uczestników po każdym dniu zmienia się na coraz to wcześniejszą. Razem z nią zmienia się godzina pobudki (niezależnie od sygnału) oraz godziny wydawania śniadania. Ostatniego dnia trzeba było wstać już o 2:00! Wydawana jest również mapa z trasą marszu na następny dzień. Reszta procedur jest standardowa, czyli porządek w boksach, pilnowanie stref wyznaczonych dla palaczy itp.
4 dni, 22 wojowników i szkoła leadership w praktyce
Dzień pierwszy – stawiennictwo drużyny AMW wyznaczono na 5:45 rano! Przekroczenie linii startu miało miejsce realnie o 6:30 – to już po wschodzie słońca! Pomimo deklarowanego dystansu 4×40 km każdy dzień różni się liczbą realnie pokonywanych kilometrów. W pierwszy dzień wyszło 44,5 km. Trasa przebiegała przez kultowy most między Nijmegen a Bemmel w kierunku na Arhem nad rzeką Waal oraz malowniczymi wałami przeciwpowodziowymi i polderami, na których lądowały 80 lat temu szybowce desantowe aliantów. To też najbardziej zatłoczony dzień ze względu na przejęcie wszystkich uczestników cywilnych i wojskowych przez ww. most. Nie ma czasu na przerwy przez pierwsze bite dwie godziny ze względu na brak miejsca i niekończący się potok ludzi. Wszystko przebiega jak w roku ubiegłym co do miejsc i rytmu odpoczynków.
Dzień drugi, nazywany również różowym, co przekłada się na kolor dekoracji domów i ogrodów na trasie przemarszu oraz drobne elementy noszone na plecakach uczestników. Tego dnia start był już nieco wcześniej w związku z pierwszymi wykruszeniami drużyn. Pokonany dystans to 39 km! Znów udało się ukończyć dzień w pełnym składzie. Tym razem cała trasa marszu była jedną wielką fetą biegnącą ulicami miasteczek i wsi.
Muzyka, trybuny honorowe, poczęstunki, setki wesołych ludzi zbijających „piątki” z maszerującymi. Zaczęła się również nieformalna rywalizacja maszerujących kontyngentów na pojedynki śpiewane. Cywile niewątpliwie pokochali szanty, prosząc naszych o bis! Tempo marszu spada i oscyluje w okolicach 4,9–5 km/h. Rytm odpoczynków niezależnie od wyznaczonych miejsc postojowych ustaliliśmy podobnie jak większość kontyngentów co godzinę. Temperatura nieco niższa sprzyja dalszemu maszerowaniu. Brak spektakularnych kontuzji lub innych kryzysów.
Dzień 3 to tzw. dzień siedmiu sióstr, czyli 7 wzgórz! Mamy już w nogach ponad 80 km, a na ten dzień zaplanowano kolejne 42! Wymarsz z leśnego obozu małych kontyngentów nastąpił o 4:45! Dzień trzeci marszu nazywany jest też przez organizatorów „zielonym”, ponieważ trasa biegnie tym razem na południe od Nijmegen przez tereny zadrzewione. Od lat uczestnicy uważają ten właśnie etap marszu za najtrudniejszy ze wszystkich 4 dni. Choć trudno spodziewać się gór w krainie wiatraków, to żmudne podejścia i zejścia z 10 kg plecakiem po dwóch dniach marszu i pokonaniu ponad 80 km okazują się problematyczne. Suma przewyższeń na koniec dnia wskazuje ponad 200 m. Stan stóp wyraźnie się pogarsza (odparzenia, odbicia, odciski, zerwane paznokcie oraz kolana cierpiące od obciążenia), dochodzi efekt wysokiej temperatury i słabo oddychających marynarskich mundurów, zwłaszcza spodni.
W dzień 4. uczestnicy musieli pokonać przeprawę pontonową zbudowaną przez saperów armii holenderskiej w rejonie miasta Grave oraz kolejne 44 km. Trasa prowadziła też przez most zdobywany przez Amerykanów w II wojnie światowej (Joe’s Bridge nad Meuse-Escaut Canal at Lommel). Ze względu na wysoką temperaturę dnia trzeciego oraz spodziewaną jeszcze wyższą na dzień ostatni, organizatorzy skrócili dystans cywilny o 10 km, a wojsko szło bez obciążenia. Protesty naszej drużyny w tym zakresie i prośba o zgodę na marsz z obciążeniem nie zostały uwzględnione.
Ostatecznie skończyliśmy oficjalną rywalizację, zdobywając również medal drużynowy jako jeden spośród 20 małych kontyngentów wojskowych. Ponownie drużyna AMW ukończyła marsz w tym samym składzie, nie tracąc żadnego ze swoich członków! Każdy z uczestników otrzymał również swój medal indywidualny i baretkę. W kilku przypadkach był to już medal drugi – z koroną, dla większości pierwszy, a dla jednej osoby już czwarty. Ci co przystąpili do międzynarodowej federacji marszy długodystansowych IML odebrali na mecie również brązowy medal tej organizacji.
Warto zaznaczyć, że w drużynie AMW maszerowali na równych zasadach: najstarszy uczestnik – 54 lata, najwyższy stopniem oficer – komandor, wykładowca akademicki i weteran misji w Iraku i Afganistanie oraz dwie kobiety – podchorąży. Wszyscy solidarnie maszerowali z plecakiem i obciążeniem, choć regulamin marszu dopuszcza odstępstwa – zasady pracy w grupie i przykład płynący z góry musiały być w marynarce zachowane!
Na uwagę zasługuje również opinia ultramaratończyka, który ocenił udział w marszu typu wojskowego na dużo bardziej wyczerpujący i trudniejszy fizycznie i psychicznie niż pokonanie tego samego dystansu biegiem. Wysiłek organizmu jest dużo dłuższy, a reżimy wojskowych butów, obciążenia i umundurowania przy poczwórnym maratonie w dużo większym stopniu wpływają na zawodnika i należy je dobrze dobrać i „rozchodzić” przed startem – i tu nie chodzi tylko o buty, ale również o plecak, rodzaj obciążenia, a także mundur i bieliznę. Podobne opinie wyrażali również „ultrasi”, którzy stanowili większą część drużyny 10. BOT.
Euforia Via Gladiola
To jednak nie koniec czwartego dnia marszu. Po ostatnim postoju i odebraniu medali na każdego uczestnika czekał wielki finał – czyli marsz dodatkowych 5,5 km do centrum Nijmegen tzw. Via Gladiola. To wielka feta na cześć uczestników marszu z trybunami honorowymi, tysiącami kibiców i oczywiście z gladiolami wręczanymi maszerującym przez mieszkańców. Nie zabrakło miłych gestów, buziaków i pięknych dziewczyn rzucających się na szyję uczestnikom marszu. Tak kończyła się 106. edycja The Walk of the World – De 4Daagse 2024.
De 4Daagse to również szkoła przywództwa oraz budowania indywidualnej motywacji dla uczestników tego wydarzenia. Można nie tylko obserwować, ale i eksperymentować, np. z umiejscowieniem dowódcy grupy w szyku – odwieczny problem, na czele, pośrodku czy z tyłu, tu wykuwa się to w praktyce. Kultura organizacyjna, dobór piosenek do rytmu marszu i ukształtowania terenu czy nawet zachowanie szyku podczas przejść przez zatłoczone miasteczka – to tylko niektóre elementy, których w teorii się nie wytłumaczy. Ponadto umiejętność rozłożenia sił oraz świadomość wspólnego celu dla całego oddziału w takim przedsięwzięciu również pozwalają na zdobycie cennego doświadczenia dla przyszłych dowódców!
Ostatnim elementem pozostaje własne przygotowanie fizyczne i chyba ważniejsze psychiczne oraz możliwość weryfikacji sprzętu i wyposażenia. Choć wszyscy marsz ukończyli, wnioski dotyczące umundurowania i wyposażenia na kolejną edycję są dość długie, szczególnie w przypadku umundurowania marynarzy, o czym pisaliśmy już rok temu – nic się nie zmieniło w zakresie butów czy oddychalności mundurów. Główny wniosek to stworzenie combat shirt w wersji marynarskiej.
Junkerbos War Cementary
Z kolei po zakończeniu zmagań na trasie marszu, przedstawiciele AMW, tradycyjnie już odwiedzili mogiły polskich żołnierzy na cmentarzu wojennym Junkerbos War Cementary w Nijmegen. Tym razem poza wpisem do księgi pamiątkowej zostały złożone kwiaty i zatknięto polskie flagi przy każdej z 10 mogił. Lokalny opiekun podarował w zamian medal Junkerbos War Cementary, który przedstawia dziecko zapalające znicz przy mogile. Tradycją jest zapalanie zniczy na tym cmentarzu przez dzieci w wigilię świąt Bożego Narodzenia oraz stawianie tabliczek z danymi poległych w rocznicę operacji Market Garden. Ponadto, stowarzyszenie opiekujące się tym miejscem uruchomiło stronę na Facebook, na której po wpisaniu nazwiska z nagrobka pokazuje się pełna metryka poległego żołnierza ze zdjęciem z archiwum brytyjskiego.
Podsumowanie i happy end
Czy polska flaga znów oficjalnie zostanie wciągnięta na maszt za rok w Nijmegen – zobaczymy. Na pewno wizyta polskiego kontyngentu i to w podwójnej sile dwóch grup (AMW i WOT) napawa optymizmem i została dostrzeżona również przez holenderskich organizatorów. Dwa dni po powrocie do kraju, na oficjalnej stronie na profilu Facebook tego wydarzenia ustawiono nowe zdjęcie tegorocznej edycji z polską flagą niesioną przez drużynę AMW – to znak, że warto promować nasz kraj podczas De 4Daagse cyklicznie.
Czy częściej zobaczymy polski mundur na innych marszach IML, też trzeba poczekać. Jedno jest pewne – kto lubi maszerować i chce podjąć takie wyzwania, powinien się tymi wydarzeniami zainteresować.