Page 27 - Special Ops Survival
P. 27

SPECIAL OPS  PRZY GO D A


 Islandia                                                    środka wyspy. Dosłownie chwilę później lądowałyśmy w pięknej, wio-

                                                               Lecąc z Rejkiawiku do Akureyri widziałyśmy zasypane śniegiem góry

                                                                             sennej  pogodzie.  Słońce,  lekki  wietrzyk,  tem-
                                                                                 peratura  znacząco  powyżej  zera,  dodały
                                                                                    nam animuszu na starcie. W dodatku
 NA nartach                                                                           pierwsze dwa dni były relatywnie
                                                                                        łatwe.  Szłyśmy  początkowo
                                                                                         wśród  miejscowości  znaj-
                                                                                          dujących  się  na  południe
                                                                                           od  miasta,  ale  domostwa
                                                                                           i farmy stawały się coraz
                                                                                            rzadsze.  W  połowie  dru-
                                                                                            giego  dnia  minęłyśmy
 – pierwszy polski kobiecy                                                                 ściem na wyżyny. Do na-
                                                                                           ostatnią farmę przed wej-
 zimowy trawers Islandii                                                                   stępnych osiedli miałyśmy

 Manierki, jak ta będąca częścią amerykańskiego systemu LC 2 (lub po prostu „Alice”), przez długi czas  szansę  dotrzeć  po  około
 stanowiły podstawowe nosidło indywidualnej racji wody żołnierza czy podróżnika
           Założeniem  podstawowym  było  przejście  wyspy                              10 dniach.
          z północy na południe na nartach, ciągnąc cały ekwi-                           Islandia  kształtem  przypo-
          punek w pulkach. W trakcie studiowania mapy dodałyśmy                      mina żółwia. Im bardziej oddalamy
          kolejny  warunek  –  jeśli  przejście  ma  być  trawersem  wyspy,       się od wybrzeża, tym bardziej wzrasta
          musi być od morza do morza. Wiele trekkingów, o których czyta-       wysokość,  aby  po  gwałtownym  wzniesieniu
          łyśmy,  koncentrowała  się  na  centralnym  rejonie  Islandii,  górzystym   osiągnąć ciągnący się setkami kilometrów płaskowyż.
          i pokrytym lodowcami pustkowi, gdzie nie mieszka dosłownie nikt. La-  Płaskowyż złożony z lawy, lodowców i wulkanów. Jedyny taki krajobraz
          tem,  w  rozrzuconych  po  interiorze  nielicznych schroniskach,  czasami   na świecie. Dla naszej trasy ukształtowanie wyspy oznaczało mozolne
          dyżurują ratownicy, natomiast zimą właściwie cały środek wyspy za-  wspinanie się z ponad 40-kilogramowymi pulkami pod początkowo ła-
          mienia się w śnieżną pustynię. Naszym celem było przejście właśnie   godne, potem coraz bardziej strome wzniesienia. W pewnym momencie
          tego  pustkowia,  jednakże  dołożyłyśmy  do  tego  dodatkowy  element   nachylenie terenu było tak duże, że odpięłyśmy narty i zapadając się
          marszu przez niziny, który pozwolił nam na nazwanie naszej wyprawy   w śniegu wciągałyśmy nasz bagaż, idąc m.in. korytem zasypanej śnie-
          trawersem. Samo wyznaczenie trasy okazało się bardzo trudne. Zdecy-  giem rzeki. Rzekę słyszałyśmy pod śniegiem i połączenie lęku przed
          dowałyśmy, że będziemy poruszać się pomiędzy lodowcami, unikając   zarwaniem się śniegu pod nami z potężnym wysiłkiem wciągania sań
                                                             powodowało, że był to jeden z trudniejszych elementów pierwszych dni
                                                             wyprawy.  Byłyśmy  świadome,  że  oprócz  nieprzewidywalnej  pogody,
                                                             rzeki będą jednym z najtrudniejszych wyzwań na trasie, nie spodziewa-
                                                             łyśmy się jednak, że będziemy musiały się z nim zmierzyć już drugiego
                                                             dnia. Mapy obiecywały, że to będzie nasz problem dopiero w połowie
                                                             trasy.
                                                               Wejście na wyżyny oznacza, że do i tak kapryśnej islandzkiej pogody
                                                             dołączają potężne wiatry. Myliłby się ten, kto sądzi, że na nizinach nie
                                                             wieje. Wieje i to tak, że wiatr przewraca autokary pełne turystów oraz zry-
                                                             wa asfalt. Na wyżynach jednak wiatr ten nie napotyka żadnych natural-
          wchodzenia na nie, co byłoby dodatkowym utrudnieniem i komplikacją.   nych przeszkód, a zimą niesie ze sobą zmrożony śnieg. Wiedziałyśmy, że
 Tekst: Paulina Pilch
 Zdjęcia: Paulina Pilch  Równocześnie nasz wewnętrzny nakaz zrobienia trawersu powodował,   wiatr jest naszym największym wrogiem, a przekonałyśmy się o tym już
          że niektóre z potencjalnych tras były za długie. Nie mogłyśmy poświęcić   następnego dnia po dotarciu na płaskowyż. Przez pierwsze dni pogoda
          tej wyprawie więcej niż 15 dni. Ostatecznie po długich naradach i rozmo-  nam niezwykle dopisywała. Było słonecznie, niezbyt zimno, ilość śniegu
 Pomysł przejścia Islandii w warunkach zimowych pojawił się w głowie Joanny po udanym  wach z osobami, które miały doświadczenie w zimowych trekkingach po   była wystarczająca do bezpiecznego rozbicia namiotu, a wiatr był bardzo
 zimowym trekkingu na Svalbaldzie. Zanim nabrał konkretnych kształtów, zaproponowała  wyspie, postanowiłyśmy wyruszyć na północy z Akureyri (drugie naj-  umiarkowany. Wyruszyłyśmy pod koniec marca i z każdym dniem słońce
 mi udział w tej wyprawie. Na Islandii byłam wcześniej kilka razy i pozostawałam  większe miasto Islandii), aby po wejściu na wyżyny skierować się do le-  zachodziło coraz później, co też było ogromnie pomocne w marszu. Jed-
 w nieustającym zachwycie nad przyrodą wyspy. Dlatego zgodziłam się od razu, nie do końca  gendarnej dla Islandczyków drogi F26, która historycznie była głównym   nakże czwartego dnia zaczęło wiać po islandzku, czyli tak, że wprawdzie
 wiedząc, na co się decyduję. W odróżnieniu od Joanny nie miałam doświadczenia  traktem łączącym północ z południem, a następnie zakończyć trawers   byłyśmy w stanie iść, ale z trudem, natomiast wszelkie czynności takie
 w zimowych trekkingach, w szczególności tak długich jak planowany trawers Islandii. Znałam  na samym południu w okolicach miejscowości Hella. 360 kilometrów,   jak zjedzenie lunchu, wypicie herbaty czy załatwienie podstawowej po-
          w  znaczącej  większości  przez  zasypane  śniegiem  wyżyny,  zaledwie
                                                             trzeby fizjologicznej wymagały nie lada wysiłku. Po południu do wiatru
 jednak wyspę na tyle, aby móc służyć radą w zakresie transportu, kosztów, warunków itp.  pierwsze 50 i ostatnie ok. 80 km planowałyśmy pokonać poza szlakami   doszły  mocne  opady  śniegu,  zerowa  widoczność  i  zasypana  rzeka  do
 Wiedziałam również, że w samym środku lata pogoda na Islandii może być gorsza niż  oznaczonymi literą F. Na Islandii, poza główną drogą wokół wyspy i od-  przekroczenia niemalże po omacku. Z trudem rozbiłyśmy namiot i poko-
 u nas w listopadzie, więc przyjęłam założenie, że zimowej pogody na Islandii nie da się  chodzącymi do niej odnogami, drogi są szutrowe, a te, które są nieprze-  nywanie rzeki zostawiłyśmy sobie na dzień następny.
 ani przewidzieć, ani opisać i należy się nastawić na najgorsze.  jezdne od października do czerwca, mają oznaczenie F. W sezonie letnim   Kolejne dni marszu przez płaskowyż były zmienne jak obrazki w ka-
          można je przejechać samochodem z napędem na cztery koła, ale też nie   lejdoskopie. Prawie całkowity white out, gdy wszędzie otacza nas biel,
          każdym. Drogom ze znaczkiem F dają radę tylko najpotężniejsze jeepy.  nie ma horyzontu, ziemia pod nogami wygląda tak samo jak niebo i ota-


 26  Wydanie Specjalne SPECIAL OPS EXTRA  SURVIVAL  SURVIVAL                         Wydanie Specjalne SPECIAL OPS EXTRA  27
   22   23   24   25   26   27   28   29   30   31   32