Blogi // Jakub Grodzki

 

Pobierz SPECIAL OPS nr 3/2016

Wystarczy, że założysz konto w portalu special-ops.pl »

Japoński Marsz na Dheli część 3. Bitwa o Sangshak

Jakub Grodzki  /  02-02-2015
Bitwa o Imphal-Kohima marzec – lipiec 1944: Zniszczenia w wiosce Naga niedaleko Kohimy, w której broniły się oddziały 7. Dywizji Indyjskiej. Fot. This is photograph IND 3709 from the collections of the Imperial War Museums

Starcie w Sheldon Corner kosztowało brygadiera Maxwella Hope Thompsona całą kompanię, uwydatniło także słabość zajmowanych pozycji oraz brak możliwości skutecznego
wsparcia walczących na wysuniętych i odizolowanych pozycjach oddziałów.  Wpłynęło to na decyzję o podjęciu odwrotu na nowe, przynajmniej teoretycznie dogodniejsze
pozycje.

50. Indyjska Brygada Spadochronowa wraz z przydzielonymi jej pododdziałami dokonała skutecznego manewru dyslokacji. Brytyjczycy oderwali się od wroga i bez strat własnych przemieścili się oraz zajęli nowe pozycje. W przeciwieństwie do wcześniejszych rozrzuconych i odizolowanych stanowisk, nowa lokalizacja skupiła wszystkich obrońców na jednym, zwartym obszarze, który jednakże stanowił obszar o bokach 550m x 275m, zlokalizowany na szczycie powulkanicznego wzniesienia (6 tys. stóp – ok 1828 m n.p.m.). Pomijając  przesłanki, które znalazły się u podstaw wyboru właśnie tego miejsca do obrony i stawienia oporu nacierającym Japończykom, a które wspomniane zostały w poprzednim wpisie, jednym z istotniejszych argumentów obrony właśnie w tym, a nie innym miejscu, była możliwość uzyskania wsparcia lotnictwa. Pierwotnie umocnienia pod Sangshak, tak jak w Sheldon Corner stanowiły część sieci niewielkich, wysuniętych placówek przeznaczonych do zwalczania wrogich patroli. Atutem tych pozycji była ich znajomość przez lotnictwo ze względu na dostarczane drogą lotniczą zaopatrzenie. Ważnym argumentem za podjęciem obrony właśnie w tym miejscu było także to, iż był to praktycznie ostatni punkt umożliwiający blokowanie szlaku zarówno w kierunku Ukhrul jak i Litan. Wydawać się mogło, iż nowe pozycje są korzystniejsze w zakresie podjęcia skutecznej obrony, a tym samym spowolnienia japońskiej ofensywy. Jednak już pierwszy rekonesans przyszłego pola walki wykazał istotny mankament pozycji brygadiera Maxwella Hope Thompsona – brak źródła wody. Najbliższe ujęcie wody pitnej znajdowało się na stoku wzniesienia, czyli poza obszarem kontrolowanym przez obrońców, co czyniło je tym samym niedostępnym w trakcie walki.

Kolejnym mankamentem nowych pozycji Brytyjczyków (1) był znajdujący się na ich obrzeżu budynek niewielkiego kościoła przynależnego American Baptist Mission . Obiekt, bryła górowała nad okolicą dawał możliwość zajmującym go oddziałom skutecznego kierowania ogniem w okolicy wzgórza. W przypadku utraty kontroli nad zabudowaniami przez obrońców wróg zyskałby nie tylko wgląd w głąb pozycji brytyjskich, ale również możliwość wyprowadzania uderzenia w ich centralny punk, w którym znajdowały się między innymi punkt dowodzenia, stanowiska moździerzy oraz punkt medyczny. Kluczowy element obrony stał się w kolejnych dniach polem najcięższych zmagań.

Rejon kościoła oraz pozostałe umocnienia w północnej i zachodniej części rubieży obsadzili żołnierze 152. batalionu. Wschodni brzeg wzniesienia zajęli żołnierze dwóch kompanii  Kali Bahadur Regiment, którzy znajdowali się pod bezpośrednim dowodzeniem  podpułkownika Jacka Trima (dowódca 4. batalionu Mahratta). Obronę niemal w ostatniej chwili wzmocniło 390 (2) Ghurków z 153. bat.  (część żołnierzy pozostawionych w Kohimie), którzy dotarli na pozycje pod Sangshak niemal równocześnie z pierwszymi Japończykami. Było to praktycznie wszystko, czym dysponował w chwili rozpoczęcia walk Brygadier Maxwell Hope Thompson.

Późnym popołudniem 21 marca odziały japońskie zajęły opuszczone pozycje Finch Cornrer oraz znalazły się w zasięgu dział 5. baterii 9. Regimentu Górskiego (3), który otworzył ogień do wrogich oddziałów schodzących ze szlaku do Ukhrul.  Równocześnie osłonę ogniową głównych pozycji dali żołnierze z batalionu Mahratta zajmujący wysunięte pozycje – szczyt sąsiedniego wzniesienia około 500 m od umocnień Sangshak. Wraz z dołączaniem do obrońców części żołnierzy z 153. bat. z dwóch stron zaczęły napływać kolejne oddziały japońskie. Ghurkowie, którzy jako ostatni dołączali do obrony zostali skierowani na pozycje w okolicy kościoła. Brygadier Maxwell Hope Thompson zakończył rozmieszczanie swoich szczupłych sił wraz z nadejściem zmierzchu. Wszyscy żołnierze w pospiechu przygotowywali swoje pozycje wykonując nielicznymi łopatami płytkie okopy, by jak najlepiej umocnić zajmowane pozycje. Jednak z dokładnym przeglądem stanowisk trzeba było zaczekać aż do świtu. Najważniejszy element obrony – moździerze oraz baterię artylerii górskiej  – znajdujące się pod bezpośrednim dowództwem  brygadiera Thompsona rozlokowano w centrum pozycji.

Na więcej przygotowań nie pozwolili Japończycy, którzy wraz z nastaniem ciemności ruszyli do atak. Kolejne szturmy trwały nieprzerwanie do świtu. Wróg, nie bacząc na straty własne posyłał do walki kolejne fale piechoty dążąc do jak najszybszego przełamania obrony i zniszczenia ostatniego w okolicy oddziału brytyjskiego. W trakcie zaciętych walk zapłonęły zabudowania pobliskiej wioski Naga, oświetlając migotliwym blaskiem część upiornego pola walki, ułatwiając tym samym obronę. Japońskie szturmy, jak podkreślają w swych wspomnieniach uczestnicy tych walk, miały przede wszystkim wysondować linię obronną w celu zlokalizowania jej najsłabszych elementów.  Przebieg japońskiego nocnego natarcia opisał m.in. kapitan Shosaku Kameyana z 3. batalionu 58. Regimentu Piechoty. Żołnierze z dowodzonej przez niego kompanii ruszając do ataku szybko odkryli, że przyszło im się zmierzyć z groźniejszym przeciwnikiem, niż mieli dotychczas do czynienia podczas walk z oddziałami chińskimi. Ich przekonanie o skuteczności nocnego ataku oraz szybkim zwycięstwie szybko zostało złamane pod gwałtownym ogniem broni maszynowej. Idąca w szpicy natarcia 8. kompania przełamała wprawdzie pierwszą linię umocnień, jednak na kontynuowanie działań nie starczyło jej już sił. Podążające za nią kolejne kompanie 5. i 6. zaległy na przedpolu pozycji brytyjskich i nie mogły udzielić wsparcia. Wkrótce obrońcy wyprowadzili kontruderzenie, w trakcie którego większość żołnierzy z czołowej kompanii poległo, w tym dowódca lub odniosło rany. Pozostałe dwie kompanie nie mogły wesprzeć swoich towarzyszy. Major Nagata – dowódca 3. Batalionu  rozkazał kapitanowi Shosaku Kameyana podjąć atak wszystkimi siłami batalionu by wesprzeć walczącą o przetrwanie 8. Kompanię. Kapitan Kameyana nawiązał kontakt z pozostałymi dowódcami atakujących kompanii, by uzgodnić dalsze działania, jednak usłyszał, że kontynuowanie natarcia jest działaniem samobójczym, które doprowadzi do unicestwienia całego batalionu. Zgadzając się z takim stanowiskiem przekazał tę informację majorowi Nagata, który po chwili zastanowienia nakazał odwrót.  Wraz z poranną mgłą skrwawiony batalion wycofał się na pozycje wyjściowe.

Pierwszej nocy japońska piechota nacierała z dwóch kierunków, co oznaczało zdaniem podpułkownika Paula Hopkinsa sądownie pozycji w celu odszukania słabego elementu. W trakcie walk podpalone zostały m. in. zabudowania pobliskiej wioski, co ułatwiło obronę zwłaszcza na kluczowych pozycjach wokół kościoła misyjnego. W przeciągu dnia oddziały japońskie podejmowały kilkukrotnie działania zaczepne, jednak nie prowadzili ich z taką zaciętością, jak to miało miejsce w przeciągu poprzedniej nocy. Wraz z nadejściem świtu obrońcy przystąpili do lustracji zajmowanych pozycji oraz ich dodatkowego umocnienia. Skutecznym utrudnieniem w tych działaniach okazali się japońscy snajperzy, którzy celnym ogniem zmuszali obrońców do pozostania na pozycjach i mocno ograniczyli możliwości w zakresie prac fortyfikacyjnych, które były niezbędne. Światło dzienne ukazało wszystkie mankamenty brytyjskich umocnień – przede wszystkim płytkie okopy i stanowiska strzeleckie oraz brak rowów komunikacyjnych. Szybko okazało się, że niewiele można w tym zakresie poprawić. W niektórych miejscach  żołnierze mogli wkopać się w grunt jedynie na 3 stopy (ok. 92 cm), niżej znajdowała się twarda skała wulkaniczna. Dodatkowo w niektórych przypadkach całkowicie niemożliwe okazało się wykopanie transzei, co przekładało się na brak łączności pomiędzy poszczególnymi pozycjami obrońców. Brakowało także drutu kolczastego, a obrońcy mieli do dyspozycji jedynie niewielką ilość kilofów i łopat. Nie był to jednak koniec kłopotów. W przypadku najdalej wysuniętych pozycji, skraj dżungli znajdował się bardzo blisko od nich utrudniając tym samym obserwację terenu i umożliwiając tym samym niespostrzeżone podejście Japończyków. Prace nad umocnieniami posuwały się wolno. Obok snajperów obrońców nękał także ogień broni maszynowej z japońskich pozycji zlokalizowanych na szczycie pobliskiego wzniesienia. Szczególnie ciężkie warunki obrony miały oddziały z batalionów 152. i 153., które znajdowały się na odsłoniętych stanowiskach i nie miały możliwości solidnego okopania się ze względu na skalne podłoże. Z podobnym problemem borykała się kompania medium machine gun (4), która na zbyt słabych pozycjach ponosiła wysokie straty.

Fiasko pierwszego natarcia poskutkowało wydaniem przez dowodzącego 58. Regimentem Piechoty generała majora Shigesaburu Miyzaki rozkazu o wstrzymaniu wszelkich działań ofensywnych do momentu przybycia artylerii pułkowej (armaty Typ 41 – kal. 75 mm). Nie powstrzymało to jednak dowodzącego kompanią kapitana Nagaya przed poprowadzeniem swoich żołnierzy do ataku w nocy z 22 na 23 marca. Trwająca około 10 – 15 minut walka pociągnęła za sobą straty ok. 90 ludzi. W tym czasie oddziały japońskie podjęły także natarcia na zachodnim skraju Sangshak. Major Honda posuwając się na czele niewielkiego – 20 osobowego oddziału osiągnął skraj pozycji obronnych batalionu Mahratta. Oddział ten był jednak zbyt wyczerpany oraz nie uzyskał żadnego wsparcia i wkrótce został wyparty.

Rankiem, 23 marca patrole zameldowały obecność dużej kolumny wroga (ciężarówki oraz juczne zwierzęta) zbliżającej się od wschodu do Sangshak. Japończycy uzyskali wsparcie w postaci między innymi artylerii (według innej relacji informacja o przybyciu artylerii oraz zamknięciu okrążenia przekazana została w nocy z 23 na 24 marca po powrocie 3 osobowego patrolu) . Około południa na pozycje obrońców spadły pierwsze pociski, najpierw artylerii średniej, a następnie ciężkich dział (5), po których do szturmu kolejny raz poderwała się piechota docierając  do brytyjskich pozycji i kończąc się walką na bagnety. W trakcie walk zginął m.in. dowódca baterii artylerii górskiej major Look. Kolejny atak został w końcu odparty, jednak obrońcy rozpaczliwe potrzebowali zaopatrzenia, amunicji do broni ręcznej, pocisków moździerzowych oraz granatów ręcznych , nieocenionych podczas walki na krótkim dystansie. Kwestia wsparcia oraz zaopatrzenia lotniczego okazała się jednak bardzo trudna. Okalająca pole pozycje Brytyjczyków dżungla nie tylko utrudniała ich lokalizację, czyniła również niezmiernie trudnym zarówno atak na wroga, jak i celny  zrzut zaopatrzenia. Dodatkowym utrudnieniem dla pilotów samolotów transportowych był wymierzony w nich ogień broni ręcznej, co skutkowało przeprowadzaniem zrzutu z dużej wysokości. Wysoki pułap wraz z niewielkim obszarem zajmowanym przez oddziały brytyjskie skutkowały marnym rezultatem – większość zasobników lądowała w dżungli, czyli na obszarze kontrolowanym przez wroga.

Kolejnego dnia walki – 24 marca obrońcom obok braku zaopatrzenia coraz bardziej we znaki dawał się fetor gnijących zwłok. Obok braku miejsca do grzebania własnych poległych, przedpola brytyjskich pozycji zalegały stosy ciał piechoty wroga. Coraz gorzej przedstawiała się także sytuacja w zakresie środków medycznych. Zlokalizowany w centralnym punkcie pozycji punkt medyczny był przepełniony, brakowało środków opatrunkowych, lekarstw. Ranni i umierający leżeli w ścisku, a personel medyczny pracował bez chwili wytchnienia.  Po ciężkim dniu wypełnionym nękającym ostrzałem artylerii oraz celnym ogniem japońskich snajperów zapadła kolejna noc przynosząca ze sobą powtarzające się japońskie ataki. 

Wraz ze świtem 25 marca obrońcy usłyszeli odległy warkot silników, a jakiś czas później na niebie pojawiły się alianckie transportowce. Jednak i tym razem większość zasobników wylądowała poza pozycjami obrońców. Tego dnia tylko jeden samolot zniżając niebezpiecznie pułap „trafił” dwoma zasobnikami w strefę zrzutu, była to jednak  kropla w morzu potrzeb. Brak amunicji szczególnie dawał się we znaki obrońcom w przypadku artylerii oraz moździerzy – kluczowych elementów obrony. W 152. Batalionie żołnierze odpierając kolejne ataki zużyli wszystkie granaty , które były najskuteczniejszą bronią w walce na krótkim dystansie.

Od pierwszego dnia walk na pozycjach pod Sangshak, zarówno obrońcy, jak i atakujący zdawali sobie sprawę z kluczowej roli zabudowań kościoła misyjnego dla wyniku zmagań. Taka wiedza skutkowała najcięższymi walkami właśnie w tej lokalizacji, a brygadier Maxwell Hope Thompson nie bez przyczyny powierzył jej obronę oddziałom Ghurków, którzy nie ustępowali pola nawet na krok. Jednak utrzymujący się status quo uległ zmianie rankiem 26 marca. Około 4 nad ranem porucznik Nakamura poprowadził swoich ludzi w kierunku zabudowań kościoła misyjnego. Japońska piechota wdarła się kolejny raz na pozycje obrońców, w trakcie walki wręcz śmierć poniosła większość żołnierzy japońskich, w tym dowodzący atakiem porucznik Nakamura. Jednak sukces został okupiony wysokimi stratami, broniące się w tym rejonie kompanie stopniały do połowy stanu osobowego. Brakowało żołnierzy do obsadzenia wszystkich pozycji, co pociągnęło za sobą decyzję o skróceniu linii obrony. 152. batalion broniący się w tym rejonie, w którym po ostatnich walkach pozostało tylko dwóch oficerów, pozostawił w kościele sekcję 8 ludzi i wycofał się na nowe pozycje za kościołem. Około 3 po południu Japończycy uderzyli ponownie  w tym rejonie i wyparli obrońców z pozycji na lewo oraz prawo od kościoła. Kilka jardów przed nimi znajdowały się stanowiska moździerzy i dział. Prowadzący około 120 żołnierzy z 6. i 11. kompanii  (z 2. oraz 3. bat.) kapitan Nishida dotarł ostatecznie do stanowisk artylerii zdobywając przy tym jedno z dział baterii górskiej, chwilę potem eksplozja amunicji zniszczyła kolejne.

Krytyczną sytuację uratował major Roberts z 153. bat. Ghurków, który poprowadził szczupłe odwody do walki (w skład jego sił wchodzili żołnierze z dwóch niepełnych kompanii oraz pluton ochrony sztabu porucznika De la Haye). Śmiało poprowadzone natarcie zakończyło się odzyskaniem utraconego terenu i wyparciem Japończyków z części zabudowań kościelnych. Na opanowanie pierwotnych linni obronnych nie starczyło już sił. Działania, które zakończyły się sukcesem, wykorzystały praktycznie ostatnie posiadane odwody, w trakcie walk poniósł śmierć m. in. dowodzący moździerzami major Smith. Brygadier Maxwell Hope Thompson stanął przed trudną decyzją. Po pięciu dniach na trudnych pozycjach pod Sangshak jego żołnierze byli wyczerpani bez wystarczających środków do prowadzenia skutecznej obrony oraz widoków na jakiekolwiek wsparcie lun skuteczne zaopatrzenie. Brakowało wody, problemem była także rosnąca liczba rannych, którym nie można było zapewnić odpowiedniej opieki medycznej. Dotychczasowe walki kosztowały Brygadę 600 rannych i zabitych. Dalsza walka prowadziła tylko w jednym kierunku – do całkowitego unicestwienia. Rozwiązanie przyniósł późnym popołudniem radiogram z dowództwa 23. Dywizji „Fight ouer way out, go south and then west (…) Good Luck, our thoughts are with yuo”.  Mając jasne wytyczne Brygadier Maxwell Hope Thopmson wydał swoim podwładnym rozkaz podjęcia działań w celu wyrwania się z okrążenia, które miały rozpocząć się po godzinie 22:30. Zgodnie z wytycznymi Brygadiera Maxwella Hope Thomsona, jego podkomendni w niewielkich grupach winni niepostrzeżenie przeniknąć za linię wroga i podjąć marsz zgodnie z otrzymanymi wytycznymi. Równocześnie zapadła decyzja, że ciężko ranni pod opieką wolontariuszy pozostaną na pozycjach, natomiast ranni, którzy mogą poruszać się o własnych siłach wraz z ochotnikami podejmą próbą wyrwania się z okrążenia oddzielnie.  W trakcie nocy oddziały niepostrzeżenie przeniknęły przez linię wrogą obierając następnie ustaloną wcześniej marszrutę. Rankiem, gdy piechota japońska wkroczyła na szczyt brytyjskich pozycji znalazła na nich jedynie lekarza, sanitariuszy oraz rannych żołnierzy w tym kilku Japończyków.

Z późniejszych wspomnień, tych co przetrwali japońską niewolę wynika, że dowódcy japońscy widząc swoich rodaków opatrzonych przez wroga oraz ciało oficera złożone w płytkim grobie wraz z jego mieczem zachowali się honorowo i w sposób niezwyczajny dla armii cesarskiej, traktując bardzo dobrze pojmanych Brytyjczyków. Żołnierze z 50. Indyjskiej Brygady Spadochronowej mniejszymi i większymi grupami docierali stopniowo do Imphal. Pierwsze, co uczyniono po ich przybyciu było oddzielenie oficerów od podkomendnych. Podobny los spotkał także brygadiera Maxwella Hope Thompsona, który został skierowany do szpitala psychiatrycznego w Wielkiej Brytanii. Takie działania było wynikiem plotki, która szybko urosła doi rangi prawdy – spadochroniarze z 50. Indyjskiej Brygady pozostawili batalion z 49. Brygady na łaskę wroga i uciekli otwierający tym samym Japończykom drogę w kierunku Imphal. Takiej wersji wydarzeń nie skomentował obecny w walce pułkownik Trim z batalionu Mahratas, posłuchu nie mieli także inni oficerowie z feralnej 50. Oficjalna wersja, tak hańbiąca dla walecznych żołnierzy była powtarzana przez wiele lat. Dopiero po latach doszło do rehabilitacji i przedstawienia prawdy, dla wielu żołnierzy było już jednak za późno. Działania 50. Indyjskiej Brygady Spadochronowej pod dowództwem brygadiera Maxwella Hope Thompsona doprowadziły do związania znacznych sił wroga, szczególnie w przypadku natarcia w kierunku Kohimy, w którym miał uczestniczyć 58. Pułk piechoty. Tygodniowa bitwa w okolicy Sangshak doprowadziła także do tego, iż japońskie oddziały nie zdołały opanować kluczowych dla powodzenia całego natarcia składów w rejonie Dimapuru, dały także innym oddziałom cenny czas na podjęcie niezbędnych przygotowań.

Przypisy:

1)    Określenie oddziałów, które znalazły się  pod komendą brygadiera Maxwella Hope Thompsona wspólnym mianem „Brytyjczycy” jest uczynione z pełną świadomością tego, iż pod jego komendą znaleźli się także hindusi oraz Ghurkowie. Jednak ze względu na to, iż w opisywanym okresie obie z wspomnianych nacji funkcjonowały w ramach imperium brytyjskiego takie określenie wydaje się uzasadnione choćby ze względu na ułatwienie dzięki temu opisu bez potrzeby każdorazowego wyliczanie nacji znajdujących się pod komendą brygadiera Thompsona.   

2)    Zgodnie z tą informacją, zaczerpniętą ze wspomnień podpułkownika Jacka Trima obronę pozycji pod Sangshak wzmocniły trzy kompanie strzelców. Zgodnie z brytyjskim regulaminem kompanie w brygadach spadochronowych składały się z 5 oficerów oraz 134 podoficerów i szeregowców. Z powyższej informacji wynika także, iż w trakcie wcześniejszych walk brygadier Thompson miał pod swoją komendą jedynie dowództwo batalionu oraz kompanię dowodzenia z 153. bat. czyli ok. 200 ludzi z liczącego 613 oficerów, podoficerów i żołnierzy batalionu.

3)    5. bateria 9. Regimentu Górskiego – w przypadku tego oddziału, poza krótką wzmianką o położeniu ognia na oddziały wroga w momencie opanowania Finch Corner, trudno jest cokolwiek więcej powiedzieć co do dalszych jego  losów. We wspomnieniach opisujących bitwę o Sangshak poniekąd wskazywana jest obecność tych dział na pozycjach obronnych poprzez wzmiankę o śmierci oficerów dowodzących artylerią oraz moździerzami. Kolejna kwestią jest siła baterii. W przypadku oddziałów brytyjskich w Indiach z całą pewnością można potwierdzić w materiałach źródłowych istnienie formacji Mountain Artillery Regimnet, jednak problematyczna jawi się natomiast kwestia ich uzbrojenia – o której w przypadku walk o Sangshak materiały źródłowe milczą. W roku 1914 armia indyjska (brytyjska na terenie Indii) dysponowała 12 bateriami artylerii górskiej, z których każda wyposażona była w 6 dział typu Ordnance BL 10 pounder mountain gun, z czasem działa te zostały zastąpione przez QF 3.7 inch mountain howitzer – haubica górska 3,7 cala (94mm). Tym samym można z założyć, że wspomniana 5. Bateria artylerii górskiej dysponowała właśnie 6 działami QF 3,7 inch. Potwierdzeniem tego może być także opis bitwy o Imphal, w trakcie której wsparcia artyleryjskie brytyjskiej obrony zapewniały właśnie takie działa baterii górskich.   

4)    Sformułowanie Medium Machine Gun trudno jest jednoznacznie rozszyfrować. W okresie II wojny światowej armia brytyjska używała przede wszystkim rkm Bren oraz ckm Vickers, jednak na wyposażaniu znajdowała się jeszcze spora liczba przestarzałych Lewis wz.1915. Nie wykluczone jest jednak, iż oddziały walczące na dalekim wschodzie posiadały jeszcze inne rodzaje broni maszynowej, np. z dostaw amerykańskich.

5)    Sformułowanie „artyleria średnia” oraz „ciężkie działa” jest nie do końca trafne i oczywiste. Uderzenie w kierunku pozycji pod Sangshak przeprowadzone zostało siłami 58. Oraz 60. Pułków piechoty. Zgodnie z obowiązującymi wówczas w cesarskiej armii standardami oddziały japońskiej piechoty wyposażone były na poziomie batalionu w 2 działa Typ 92 (70 mm, zasięg do 2700 m, waga 212 kg), a na poziomie pułku w 8 dział Typ 41 (75 mm, zasięg do 7022 m, waga 544 kg), które w nomenklaturze zachodniej określane jest jako Mountain Gun. Artyleria ciężka dostępna była dopiero na poziomie dywizji, które dysponowała następującą artylerią: Typ 91 – 105 mm, Typ 38 – 120 mm i Typ 4 – 150 mm. Dodatkowo wsparcie ogniowe japońskim oddziałom zapewniały moździerze, na poziomie batalionu Typ 11 – 70 mm i Typ 97 – 81 mm oraz pułku Typ 97 – 90 mm. W tym świetle mając na uwadze skierowanie do uderzenia na Sangshak dwóch pułków oraz szczupłość artylerii, którą w tej operacji dysponowały oddziały japońskie jak również trudności w dyslokacji ciężkiego sprzętu nie można jednoznacznie przesądzić czy do działań wymierzonych w 50. Indyjską Brygadę Spadochronową skierowano także artylerię dywizyjną. Z całą pewnością  działania piechoty japońskiej wspierane były artylerią Typ 92 i Typ 41.  

Poszukując informacji na temat bitwy pod Sangshak trafiłem między innymi na  „Battle at Sangshak 1944. War diary raport by the Lt. Colonel Paul Hopkinson OC 152 Indian Para Bn”. Szczegółowe wspomnienia dostarczyły wielu informacji w zakresie walk prowadzonych przez 50. Indyjską Brygadę Spadochronową. Materiał ten jednak okazał się w kilku aspektach niemiarodajny i skutkuje do dziś licznymi nieścisłościami w opracowaniach. Jednym z głównych argumentów podważających miarodajność wspomnień Hopkinsona jest przeprowadzone po latach dochodzenie historyków w zakresie zdobycia przez niego planów operacji U-go. Hopkinson wskazuje, że dokładne plany całej operacji japońskiej znalazł przy zwłokach japońskiego oficera i wskazuje przy tym jako świadków dwóch żołnierzy. Weryfikacja tych informacji okazała się nie do końca możliwa ze względu na śmierć autora wspomnień oraz jednego ze wskazanych świadków. W przypadku drugiego okazało się, że taki człowiek w ogóle nie istniał.

Komentarze

0

Wybrane dla Ciebie

 


Porównaj 3 pary butów »
buty taktyczne buty taktyczne  buty taktyczne

 


Jaka odzież najlepiej do Ciebie pasuje » Poznaj ciekawe rozwiązania w systemach łączności dla wojska »
szkolenia bojowe łączność dla wojska

 


Poznaj tajniki konstrukcji plecaków taktycznych »

plecaki taktyczne


wybieram »

 


Podpowiadamy - gdzie kupisz sprawdzony sprzęt survivalowy » Co nowego w radiokomunikacji »
radiokomunikacja

 


Rękawice z wyczuciem  - poznaj ich tajemnice »

rękawice taktyczne


wybieram »

 


Trenuj precyzję strzału z najlepszymi! Weź udział w kursie » Czym może zaskoczyć Cię ten telefon »
kurs strzelecki  telefon taktyczny

 


Udoskonalaj swoje umiejętności z najlepszymi »

szkolenia taktyczne


wybieram »


Dodaj komentarz
Nie jesteś zalogowany - zaloguj się lub załóż konto. Dzięki temu uzysksz możliwość obserwowania swoich komentarzy oraz dostęp do treści i możliwości dostępnych tylko dla zarejestrowanych użytkowników portalu Special-ops.pl... dowiedz się więcej »

Aktualności

Jednostki Specjalne Policji szkoliły żołnierzy KFOR w Kosowie

Policjanci XXIX Rotacji Jednostki Specjalnej Polskiej Policji prowadzili na przełomie kwietnia i maja w węgierskim KFOR szkolenia zgrywające pomiędzy jednostkami KFOR, a komponentem EULEX.

Aktualny numer

2/2019
SPECIAL OPS 2/2019
W miesięczniku m.in.:
  • - Force Recon
  • - UAE SWAT Challenge
Autor bloga
Jakub Grodzki
Inne artykuły tego autora

Kalendarium

PNWTŚRCZWPTSOBND
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  
KSIĘGARNIA MILITARNA POLECA:
Sortmund
Sortmund
Sortmund jest firmą specjalizującą się w dostawie umundurowania dla większości służb mundurowych w Polsce. Współpracujemy z wieloma uznanymi...

Powstanie Warszawskie 2.0, czyli „kotwica” z hashtagiem

Czy było warto? – to pytanie w ostatnich latach rozliczania naszej historii pada bardzo często w kontekście Powstania Warszawskiego. Jednocześnie...wiecej »
Rzetelna Firma
Copyright @ 2010-2012 Grupa MEDIUM Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Spółka komandytowa, nr KRS: 0000537655. Wszelkie prawa, w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Zasadach korzystania z serwisu.
realizacja i CMS: omnia.pl