Zapowiadane zmiany w budżecie są kontynuacją już wcześniej ogłoszonych decyzji politycznych. Są także pochodną czynników kształtujących amerykańską politykę obronną od lat, w tym także obejmują kolejne cięcia w strukturze sił zbrojnych.
W największym stopniu, odczują je siły lądowe. Liczba żołnierzy ma zostać ograniczona do 490 tysięcy żołnierzy, a Korpus Piechoty Morskiej zmniejszy swoją liczebność o około dziesięć procent – czyli dwadzieścia tysięcy osób. Wojska lądowe stracą także przynajmniej osiem brygadowych grup bojowych, w tym dwie stacjonujące w Europie. Siły powietrzne utracą sześć dywizjonów lotnictwa taktycznego i kilkadziesiąt samolotów transportowych, a marynarka siedem krążowników klasy Ticonderoga oraz dwa okręty desantowe, zapewne klasy Whidbey Island.
| Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera! |
Z drugiej strony, inne komponenty zostaną wzmocnione. Redukcje nie dotkną sił specjalnych. Ich rozwój będzie kontynuowany – co jest stałym trendem w amerykańskiej doktrynie od ponad trzydziestu lat. Nie wiadomo jednak, czy przybierze to formę rozbudowy ilościowej, czy też jakościowej, choć ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna, zważywszy ze ilość jednostek i pododdziałów już uległa istotnemu zwiększeniu w ostatnich latach. Utrzymane zostaną okręty lotnicze – zarówno lotniskowce jak również okręty desantowe z ciągłym pokładem lotniczym (de facto lekkie lotniskowce). Planuje się także budowę pływającej bazy dla sił morskich, podając jako przykład potrzebę wspierania operacje przeciwminowych, choć mającą potencjalne duże znaczenie dla operacji specjalnych. Nie ucierpi także flota bombowców strategicznych, rozwijane będą bezzałogowe systemy lotnicze, systemy rozpoznania i obserwacji oraz elementy służące walce w cyberprzestrzeni oraz lekkie siły morskie.
Taki układ sił jest obliczony na działania wobec dwóch podstawowych wyzwań. Odchodząc od zamiaru prowadzenia długotrwałych operacji stabilizacyjnych, amerykańskie siły zbrojne muszą zmierzyć się z dwoma podstawowymi zagrożeniami.
Jednym z nich są Chiny, budujące dzięki wzrostowi gospodarczemu, względnie nowoczesną armię i flotę, a także dokonujące ekspansji gospodarczej w Trzecim Świecie – zwłaszcza w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Są one w stanie wystawić liczne siły zbrojne, ale ich poziom techniczny pozostawia wiele do życzenia. Wiele ich systemów bojowych to jak dotąd licencyjne lub bezlicencyjne kopie (lub kompilacje) zachodnich lub rosyjskich konstrukcji. Korea Północna, inne zagrożenie w tym regionie, jest groźne o tyle i ile może szantażować sąsiadów bombą atomową. Ewentualny konflikt regionalny z udziałem Chin wymagałby zastosowania takich środków, jakie pozwolą na neutralizację ich potencjału ilościowego oraz będą adekwatne do warunków geograficznych, a takimi są przede wszystkim lotnictwo i siły morskie. Użycie sił lądowych ma tu wymiar drugorzędny, zwłaszcza że nikt o zdrowych zmysłach nie planowałby inwazji lądowej na Chiny a z kolei potencjalne obszary zapalne to przede wszystkim archipelagi lub inne państwa nadmorskie. Swoisty „antychiński” wymiar amerykańskich zbrojeń był zresztą widoczny już od dłuższego czasu.
Drugim wyzwaniem są zagrożenia ze strony słabych militarnie aktorów. Wciąż aktywne grupy terrorystyczne islamskich fundamentalistów, kolejne państwa które ulegają procesom destabilizacji i mogą zamienić się w państwa upadłe, nie rozwiązany jak dotąd problem piractwa morskiego na Oceanie Indyjskim to tylko niektóre z tych problemów. Do ich rozwiązania siły lądowe, wobec rezygnacji z długich kampanii stabilizacyjnych, są przydatne w stopniu ograniczonym. Mogą odgrywać istotną rolę, prowadząc działania kinetyczne oraz niekinetyczne w sytuacjach wymagających użycia sił lądowych, ale w walce z takimi przeciwnikami są tylko jednym z wielu elementów.
W obydwu tych przypadkach, decydującą rolę na polu bitwy, mającym wymiar szerszy niż samo starcie dwóch walczących zgrupowań wojsk, odgrywają siły zdolne zapewnić elastyczne, precyzyjne uderzenie na przeciwnika, bez wdawania się w wojnę na wyczerpanie lub długą i kosztowną politycznie operację przeciwpartyzancką. Takimi są systemy zaawansowane technicznie, w tym kosmiczne i cybernetyczne ale także siły specjalne. Jako formacje zdolne do działania w całym spektrum konfliktu, od pokoju do wojny i od własnego terytorium, po głębokie zaplecze przeciwnika, można śmiało zakładać że ewentualne dalsze cięcia budżetowe dotkną je jako jedne z ostatnich rodzajów wojsk.





