O Biegu Katorżnika w Lublińcu Kokotek za wiele pisać nie trzeba, wiele z Was było albo chociaż słyszało, bądź też czytało o nim. Mówią o nim, że poniewiera, upadla i miesza z błotem. W tym roku i ja postanowiłam to sprawdzić , a tak naprawdę sprawdzić przede wszystkim siebie oraz swoje możliwości, jak i poznać słabości.

Jak co roku, bieg odbył się w okolicy połowy sierpnia, w tym roku po raz XII. Część zawodników wystartowała w tzw. „ucieczce zakładników”, kończąc dnia następnego, którego to natomiast wyruszyli zgłoszeni do fal biegu głównego, gdzie o godz. 11:00 na starcie zameldował się Danger (SGO Wrocław), a o 12:00 ja. Zapisy do biegu skończyły się w kosmicznym tempie, dla biegu mężczyzn zamknięto je, z tego, co mówiono na starcie, w niespełna 5 minut, dla kobiet dnia następnego po około 24 godzinach.

Do Lublińca przyjechałam asekuracyjnie dość wcześnie dnia poprzedzającego start, zaś Danger z racji tego, że na miejsce miał przysłowiowy „rzut beretem”, mógł sobie pozwolić na przybycie tuż przed startem. Zadowolona z tego, że w nocy poprzedzającej bieg nie padał deszcz, spędziłam wieczór na jednej z wyznaczonych do rozbicia namiotów łąk w towarzystwie napływających uczestników biegu. Choć tak naprawdę cały czas zastanawiam się, czy wydarzenie, jakim jest Katorżnik można nazywać biegiem, bo jest to w istocie wielokilometrowa przeprawa przez jezioro Posmyk i otaczające je bagna, rowy melioracyjne, trzęsawiska, krzaki, lasy i sitowia.

Przeczytaj również: Taktyczne procedury dowodzenia w walce pod okiem specjalsów z JW FORMOZA

Nakręcona wcześniej zasłyszanymi od znajomych opowieściami o Katorżniku, ledwo zasnęłam, a noc minęła tak szybko, jak pstryknięcie palcami. Rano na spokojnie miałam czas pozbierać myśli i przygotować się do biegu. Już teraz wiem, że o ile będzie mi dane wystartować za rok, nie popełnię kilku błędów jeżeli chodzi o ubranie. Pamiętajcie: weźcie koniecznie długie, lekkie i (niestety Panowie) obcisłe leginsy, chyba że ktoś lubi mieć przepiękne rany  (to się jeszcze okaże, ale zapewne również i blizny na nogach).

W moim przypadku to niewskazane, bo czasami zakładam coś innego niż spodnie. Niestety postawiłam na minimalizm i poleciałam na bieg w krótkich spodenkach, a teraz liżę rany. Co do butów, to z czystym sumieniem mogę polecić Adidasy Kanadie - mają super bieżnik na taki teren, choć ja niestety miałam tylko te z Goretexem i one niestety nabrały wody i błota, którego nie chciały "wypluć". Bluzka z krótkim rękawem wystarczy, bo ręce aż tak bardzo nie dostają.

Wracając do samego biegu: na starcie o 11:00 spotkałam w końcu Dangera, zwycięzcę fali z ubiegłego roku. Szybka wymiana zdań, bardzo cenne dla mnie uwagi na temat trasy i podejścia do samego startu. Podekscytowana zbliżającym się sygnałem do wyruszenia z szeroko otwartymi oczami oglądałam start chłopaków o 11-stej, kiedy to po odliczaniu z pełnym impetem wskoczyli z plaży i betonowego nabrzeża do jeziora, niezbyt ciepłego, bo pogoda tego dnia nie rozpieszczała. Na usta cisnęło mi się jedynie „Wow!”, a już za godzinę sama zrobiłam to samo.

Na starcie ustawiłam się na przodzie stawki i tak też ruszyłam w trasę, która początkowo ciągnęła się przez ok. 500 metrów wzdłuż brzegu, wzdłuż trzcin, gdzie woda siegała do pach. Później zaczęła się prawdziwa walka ze sobą i z konkurencją. Prawdą jest to, że jak wyjdziesz z jeziora, tak forma i wytrzymałość, jak również szczęście zadecydują o tym, na jakim miejscu skończysz bieg. Ważne, by utrzymać tempo i dobrze rozłożyć siły. A dlaczego?

Polecamy także: Zawody Ratowniczo-Taktyczne Grup Paramilitarnych oczami SGO Gdańsk

Późniejsza trasa ciągnie się w przeważającej części po wąskich korytach rowów melioracyjnych, gdzie wyprzedzanie graniczy z cudem, więc albo jesteś wyjątkowo szybki i wytrzymały i w gęstej mazi błota uda ci się jakimś cudem wyprzedzić kogoś przed samym zwężeniem, albo wykorzystasz błąd konkurencji, jakieś pechowe potknięcie. Choć jak zauważyłam, co mnie cieszy i czego też byłam uczestnikiem, że ludzie na trasie pomagają sobie. Tylko nieliczne jednostki nie reagują na takie zdarzenia. Podobało mi się to, że ktoś wyciąga pomocną dłoń, jak nie możesz wydostać się z koryta rowu, kiedy musisz krótkim odcinkiem lasu, krzaków i przez powalone drzewa przebiec do kolejnego rowu, gdzie czeka na ciebie jeszcze bardziej gęste i śmierdzące błoto, w którego głębinie znajduje się jeszcze więcej konarów, korzeni i luźno zatopionych gałęzi, a przy niektórych tunelach i mostach, które trzeba było pokonywać na zmianę górą i dołem - pełno wystających metalowych prętów i rur.

O poważną kontuzję naprawdę nie jest ciężko, trzeba mieć się na baczności i liczyć na to, że akurat tam gdzie stawia się nogi nie ma czegoś, co może cię połamać, bądź też poważnie zranić, tak by uniemożliwić dalszy bieg. Na trasie poza bagnami i podobnymi zbiornikami wypełnionymi błotem i szlamem, poza odcinkami wodnymi jeziora Posmyk, wytyczonymi wśród zarośli i sitowia, nielicznymi odcinkami w lesie, pomiędzy rowami melioracyjnymi, gdzie znajdowały się naturalne przeszkody w postaci powalonych drzew, na koniec czekał na nas dłuższy (na moje oko ok. 1,5 kilometrowy), kręty i obfity w naturalne przeszkody odcinek leśny, zakończony już przy mecie sztucznymi przeszkodami w postaci drewnianych kratownic, okopów, tuneli z opon i podobnych, skąd wpadało się na pomost i z niego na metę. A tam… to czego pragnie każdy Katorżnik, tj. sława, popularność... haha… NIE!!!

Na mecie czeka satysfakcja, którą pieczętuje zawieszana na szyi podkowa. W moim przypadku siły pozwoliły mi na zdobycie brązowej, Dangerowi – srebrnej. Nie jest ważne na mecie to, że masz krwawiące nogi, a twoje piszczele są tak obolałe i opuchnięte, że aż dziwnem że jeszcze stoisz na nogach, a w ustach i w każdym zakamarku ciała masz ogromne ilości błota. Liczy się satysfakcja, czujesz radość, że się udało ukończyć ten niezwykle ciężki bieg. Bieg inny niż wszystkie, w jakich do tej pory brałam udział. Za rok planuję tam wrócić i stanąć tak na starcie, jak i na mecie, a nie wszystkim się to udaje.

Oficjalne wyniki:
Iwona (Gdańsk) - 8 miejsce.
Danger (Wrocław)  4 miejsce.

Źródło: oficjalna strona Formacji SGO (link do wpisu).